Gość bloga: Bon Voyage!
Lubię pielgrzymować na cejlońskie plantacje, ale trochę boję się lotniskowej nudy, więc perspektywa ośmiogodzinnego przystanku we Frankfurcie tym razem była dla mnie naprawdę dużym wyzwaniem. Już na Okęciu zrobiłem solidne zapasy książkowe (o jednej zdobyczy na pewno niedługo kilka słów napiszę!) i prasowe, dzięki czemu trafiłem na majowy numer Voyage, w którym prawdziwy cukierek: reportaż Anny Janowskiej z Jej niedawnej wyprawy na Cejlon (Sri Lankę).
Gorąco polecam – a żeby zaostrzyć Wasze apetyty, podrzucam fragment.
Zbliża się piąta po południu, gdy hotelowy boy, ubrany w szarą koszulę i sięgający do kostek sarong w kratę, zaprasza na five o’clock tea. Popołudniowa herbatka serwowana jest na tarasie, na którym stoi pięć stolików – tylko tyle jest w Norwood Bungalow pokoi. To jeden z pięciu hoteli sieci Tea Trails. Każdy z nich to położona wśród herbacianych pól siedziba dawnych plantatorów, przerobiona na luksusowy hotel, z łożami i baldachimem, kolonialnymi meblami i dyskretną obsługą, mającą niezwykły dar odgadywania myśli gości. Kiedyś nadzorcy stąd właśnie, niczym z orlego gniazda, nadzorowali plantację. Jak okiem sięgnąć, wszędzie wokół ciągną się soczyście zielone kobierce upraw.
Herbaciane krzaczki porastają centralne wyżyny w sercu i na południu przypominającej kształtem łzę Sri Lanki. Drogi prowadzące ku nim z gwarnego wybrzeża robią się węższe i węższe, gdy, pełne zakrętów, mozolnie pną się pod górę. Im wyżej, tym mniej samochodów, wiosek, ludzi. Cichnie gwar, słońce słabej praży. […] Po sześciu godzinach jazdy z wybrzeża, gdy już w głowie kręci się od zakrętów, przy drodze pojawia się ułożony z białych kamieni napis Norwood. […] To tu rozciąga się królestwo herbaty. […]
Herbata jest jak wino – mówi pochodzący ze Sri Lanki Merrill J. Fernando, założyciel Dilmah. – Bardzo wiele w jej smaku zależy od terroir. Od tego gdzie i, przede wszystkim, na jakiej wysokości rośnie. […] O co dokładnie chodzi, przekonuję się podczas degustacji herbaty. Ten sam rodzaj i sposób przygotowania liści. Trzy różne regiony i wysokości: Ruhuna u wybrzeży Oceanu Indyjskiego (do 305 m n.p.m.), Kandy w sercu wyspy (1220-1525 m n.p.m.) i „dach Cejlonu”, region Nuwara Eliya, w którym Brytyjczycy odnaleźli wieczną wiosnę idealną dla równo przystrzyżonych trawników i zmęczonych upałem ciał (ponad 1800 m n.p.m.)
Autorce oraz Redakcji magazynu Voyage dziękuję za zgodę na publikację fragmentów artykułu.









