Gadżety

Paweł Dudziak | 6 lutego 2012

U Davida Leibovitza przeczytałem niedawno cały, wcale niekrótki post o… wadze kuchennej. Pozazdrościłem mu – dlaczego ja do tej pory nie napisałem ani słowa o moich herbacianych gadżetach? Przecież bez nich – lekceważonych i pomijanych na co dzień – nie byłoby ani dobrej herbaty ani przyjemności jej przygotowania. Żeby jak najszybciej naprawić tę niesprawiedliwość pogrzebałem w kuchennych szafkach i szufladach, sięgnąłem tu i tam… Panie, Panowie – oto bohaterowie drugiego planu moich domowych ceremonii herbaty: zwykła foliowa torebka śniadaniowa, w którą zawijam każdą otwartą paczkę herbaty, żeby nie wietrzała;

waga-łyżeczka, dzięki której nie muszę zgadywać, ile herbaty sypnąć;

klepsydra odmierzająca narodziny i śmierć każdego naparu;

no i termometr, który szczególnie w przypadku wrażliwych na zbyt wysoką temperaturę herbat zielonych i białych pozwala mi zachować stoicki spokój.

To dobre pytanie: czy te „sprzęty” są koniecznie do życia potrzebne? Czy bez nich naprawdę nie da się zaparzyć kubka dobrej herbaty? Macie rację, pewnie że się da… Ale sami wiecie jak to z gadżeciarzami bywa ;).

Share

5 odpowiedzi na „“Gadżety””

  1. marcin pisze:

    czy to post dla mnie? ;))
    herbaciane gadżety! jak ja je lubię.
    klepsydry, aż trzy, kiedyś trzeba będzie zdobyć. pamiętam jak zaskoczyły mnie swoim istnieniem w t-barze.
    waga i termometr aż tak na mnie nie działają choć waga praktyczna (co też widziałem w t-barze!)

    PS.
    ostatnio próbuję dużo nowych smaków, ugięcie półki Dilmah zwiększyło się dwukrotnie, dni nabrały nowych wyrazów i wymiarów.
    jestem uwiedziony :))

    • Paweł pisze:

      Termometr na Ciebie nie działa? Hmmm… Gdybyś zobaczył na żywo, pewnie zmieniłbyś zdanie ;) Popracuję nad tym…

      A jaka herbata Cię ostatnio uwiodła najbardziej?

      • marcin pisze:

        to banalne, wiem, ale ostatnio uwodzi mnie aromatyzowana Peach.
        I jeszcze Cherry & Almond – sam nie wiem czy mocniejszy jest w niej aromat wiśni czy migdałów i który bardziej mnie cieszy.

        Nieustannie w zimowe zimne wieczory sprawiam sobie Naturally Spicy Berry, słodzę miodem – połączenie idealne.

        Kupiłem też dwie kolejne exceptional. Obie z „mint” w nazwie. Jedna zdała egzamin, druga nie i o tym niedługo:)

        I jeszcze… miałem dwie koperty, teraz po degustacji jest już tylko jedna. I chyba będzie takim moim Alladynem, którego szybko nie wypuszczę bo powaliła.
        Fruity Minty Delicious. Peach, Spearmint & Orange Infusion.
        Prawdziwe Infusion!

  2. Fusy pisze:

    Popraw „stoicki sposób” ;p

    Mam dwa pytania:
    Do czego służą te klepsydry?
    Co to za termometr, czy nie przekłamuje pomiarów i ile kosztuje? :)

    • Paweł pisze:

      Ups – dzięki za korektę ;)

      Klepsydry odmierzają czas parzenia herbaty – ta akurat jest bardzo przydatna, bo odsypuje 2, 3 i 5 minut, co pozwala kilka rzeczy liczyć jednocześnie (szkoda tylko, że nie ma alarmu ;p
      Może kiedyś zorganizuję skądś jedną klepsydrę (nie obiecuję, że nowiutką) wymyślę jakiś trudny ;) konkurs i będzie okazja ją wygrać. Co Ty na to?

      A termometr nie kłamie (ten akurat), ale skąd on jest, jak się nazywa i ile kosztował – nie wiem, bo odziedziczony dawno i w dodatku nie pamiętam po kim…

Dodaj komentarz