Co ja widzę w herbacie?
Herbata nie tylko pachnie i smakuje, ale w dodatku opowiada pasjonujące historie. Jedne z nich są romantyczne – jak ta o pewnej stromej skale plantacji Lover’s Leap, inne demaskujące bezwzględną rzeczywistość związaną z przemarszem wojsk przez biedną chińską wioskę. Są tu historie z kręgów międzynarodowej dyplomacji (hrabia Grey ratujący życie chińskiemu mandarynowi) i lokalnych, domowych obyczajów (marokańska tradycja przyrządzania powitalnej herbaty z miętą).
Jest to przy okazji lekcja geografii – wykład poświęcony topografii terenu (jasna jak wczesnopopołudniowe słońce Nuwara Eliya ze szczytów sięgających prawie 2000 m n.p.m. kontra ciemna jak gorzka czekolada Nilagama znad oceanu), krainom geograficznym (malowniczy region historycznej stolicy Cejlonu – Kandy oraz stanowiąca etap wspinaczek himalaistycznych indyjska prowincja Darjeeling), a nawet warunkom klimatycznym z orzeźwiającym, chłodnym, uszczypliwym powiewem Valley of Kings albo dusznym, tropikalnym oddechem Yata Watte…
Są wśród nich takie, które mają rodowód kulinarny – smakując English Breakfast można lepiej zrozumieć zamiłowanie Brytyjczyków do ciężkich, smażonych śniadań, a English Afternoon wyjaśnia, jakie przekąski zeserwowała swoim przyjaciółkom księżna Anna inaugurując słynną five o’clock tea. Stół degustacyjny to także podręcznik dla początkujących malarzy – paleta barw rozpoczynająca się od bladej kości słoniowej Silver Tipsów, z ceglaną pomarańczą Dombagastalawy po drodze, zakończona na brązowej czerni Irish Breakfast.
Przyglądając się moim herbatom podziwiam też artystyczną pomysłowość twórcy zwiniętej w motylki Jade Butterfly, smakową wyobraźnię autora podwędzonej na dymie Lapsang Souchong i geniusz mistrza, który po raz pierwszy zdecydował się przepuścić liście przez saunę pary wodnej tworząc w ten sposób słynną Senchę.
Te wszystkie opowieści staram się usłyszeć, kiedy patrzę w każdą z moich herbat. Piję je, bo – jak pisała Catherine Douzel – każda filiżanka przywołuje nieodbytą podróż. A że są to podróże pasjonujące…










Panie Pawle, każda pańska opowieść to inspirująca podróż, a paleta barw smakowita i zaskakująca. Ja właściwie chciałabym ją mieć na ścianie.
Pani Beato, dziękuję Pani za wszystkie Lawendowe Inspiracje. Ciekawe, czy dałoby się ułożyć paletę barw jedzenia – ciekawe, jak na takiej „mapie” wyglądałaby Pani kuchnia ;) Pozdrawiam.
Herbata zatem to prawdziwa Królowa Lata. Mam kolejny dowód :) Ale o tym w swoim czasie ;)
M, mam tylko nadzieję, że na to Twoje lato nie będziesz nam jednak kazała zbyt długo czekać ;)
Moja kuchenna paleta zmienia się z porami roku, choć teraz, wbrew temu, co za oknem, idę w tonację zieloną. W kubku i na talerzu :) Pozdrawiam serdecznie.