Dobra herbata w zasięgu ręki! Polemika
Pod koniec zeszłego roku magazyn Food Service – który lubię i czytuję regularnie – opublikował dość kontrowersyjny artykuł na temat herbaty, która została tam dość dotkliwie poturbowana.
Zamiast jak zwykle się złościć, po raz pierwszy w życiu zdecydowałem się wysłać polemikę, a Redakcja Food Service postąpiła elegancko i ten mój list opublikowała.
Z zainteresowaniem, a jednocześnie zaniepokojeniem przeczytałem artykuł „Moc w liściu” (Food Service nr 112). Decydując się na polemikę z przedstawionymi w nim tezami, mam na uwadze nie tylko dobre imię herbaty, ale także branży gastronomicznej, której przedstawiciele mogli poczuć się zagrożeni konkluzją tekstu głoszącą, iż w restauracjach i kawiarniach nie ma w ogóle dobrych herbat.
Herbata herbatopodobna?
Herbata to naturalny produkt rolniczy powstający na plantacji w ciągu kilkunastu godzin od zerwania zielonego listka z krzewu, przechodzący zaledwie kilka prostych etapów przetwarzania takich jak (w przypadku tradycyjnie produkowanej herbaty czarnej) więdnięcie, rolowanie, utlenianie (tzw. fermentacja), suszenie i sortowanie (tzw. grading). Później tę gotową herbatę można już tylko zapaczkować, czasami zmieszać z herbatami pochodzącymi z innych plantacji, ewentualnie dodać do niej np. aromaty lub zioła. Jeśli zatem mamy do czynienia rzeczywiście z herbatą, tzn. produktem pochodzącym z rośliny o nazwie Camelia sinensis (lub Camelia assamica), to niezależnie od jego jakości, bez względu na sposób zbioru (ręczny lub mechaniczny) i przetworzenia (tradycyjny lub CTC), a także wielkość liści i sposób zapakowania – mamy do czynienia po prostu z herbatą. Użyte w artykule wyrażenie wyrób herbatopodobny należy uznać za niefortunne, niepotrzebnie wprowadzające niepokój i niemerytoryczne, gdyż nieoparte na obowiązującej nomenklaturze oraz wiedzy dotyczącej produkcji herbaty.
Czy wielkość liścia ma znaczenie?
Wielkość liścia przetworzonej herbaty nie ma wpływu na jakość naparu, a postprodukcyjny etap rozdzielania frakcji wielkości liści jest ważnym elementem sztuki przygotowania herbaty, w dużej mierze tworzącym naturalną różnorodność jej smaków. Co więcej eksperci i pasjonaci tego napoju często chętniej piją herbaty BOP (liść łamany) dostarczające bardziej intensywnych doznań smakowych i przekazujące kubkom smakowym więcej informacji o danej herbacie. Te preferencje przekładają się okresowo na ceny – obecnie herbaty grade’u Fannings są na światowych giełdach droższe od liści Orange Pekoe.
O ile wielkość liścia nie wpływa na ocenę charakteru naparu (z jednego tak samo zebranego i przetworzonego wypustu produkcyjnego może powstać pełna gama grade’ów), o tyle decyduje ona o intensywności zaparzonej herbaty. Inaczej niż napisano w artykule, drobny liść (nieco pogardliwie nazwany miałem) nie zaparza się na lurę (herbatę bez smaku, bladą i mdłą), ale raczej na siekierę, dając napar ciemniejszy w barwie i mocniejszy w smaku oraz aromacie. Różnica w intensywności naparów tej samej herbaty zaparzanej z liści różnych grade’ów ma swoje uzasadnienie fizyczne – drobne liście charakteryzują się po prostu większą powierzchnią kontaktu z wrzątkiem, dzięki czemu stopień ich ekstrakcji w takim samym czasie jest większy niż dużych, niełamanych liści OP.
Nawiasem mówiąc, preferencje co do wielkości liści herbaty bywają także kwestią kulturową. Odsądzanie od czci i wiary najdrobniejszych grade’ów przekreśla chociażby bogatą kulturę herbaty w krajach arabskich, albo też wielowiekową ideę japońskiej ceremonii Cha-do.
Liście, granulat i torebki ekspresowe
Każda herbata – i ta o liściu dużym, niełamanym (OP) i ta najdrobniejsza (Dust) – zasługuje na miano „tradycyjnej” (klasycznej) pod warunkiem, że nie została przetworzona metodą CTC (Cut-Tear-Curl) – w takim przypadku nazywana jest granulatem. Tradycyjny proces przetwarzania nie niszczy samej struktury liścia niezależnie od widzialnej wielkości i naiwnego przekonania, że jego rozwijanie się powinno być widoczne gołym okiem.
Nie jest zatem prawdą, ani to, że „herbata to liście, nie posiekany proszek. To liść ma się rozwinąć pod wpływem temperatury – pył po prostu nie jest w stanie tego zrobić”, ani też niezwykle… egzotyczna teza Wojciecha Bońkowskiego: „Nie da się zrobić dobrej herbaty w torebce. Torebka wypiera dzbanek. Herbata, produkt naturalny, jeszcze mniej przetworzony niż wino, staje się colą.” W reakcji na tego typu potoczne stwierdzenie pozostaje tylko zwrócić uwagę na oczywistość – do torebek, tak jak do opakowań herbat sypkich, trafiają zarówno produkty najwyższej jakości (ręcznie zbierane, tradycyjnie przetworzone, hermetycznie zapakowane), jak też te słabsze – np. blendy (mieszanki) albo granulat CTC. Wszystko zależy od decyzji właściciela marki. Czytając różne obiegowe opinie na ten temat warto zastanowić się, czy to torebkę pijemy, czy umieszczoną wewnątrz herbatę – i pod tym kątem racjonalnie oceniać dany produkt: barwę, aromat i smak naparu.
Dobra, czyli świeża…
O ile nieistotnej z punktu widzenia jakości herbaty kwestii wielkości liścia i torebek w artykule poświęcono bardzo wiele miejsca, o tyle decydującemu o tejże jakości zagadnieniu świeżości – prawie wcale.
Czytając, że „do krakowskiej herbaciarni [...] herbaty, oczywiście w liściach, trafiają z Wiednia. Są wcześniej odpowiednio zbierane, dobrze przechowywane […]” można odnieść mylne wrażenie, że w Wiedniu rośnie herbata, co oczywiście nie jest prawdą. Wielka szkoda, że zwrócono uwagę na ciekawostkę logistyczną (Wiedeń to co najwyżej miejsce przeładunku), a nie na istotne dla charakteru herbaty miejsce jej rzeczywistego pochodzenia, uprawy, przetworzenia, zapakowania.
Ciekawe też, że to właśnie w kontekście herbaciarni pojawia się sformułowanie dotyczące odpowiedniego przechowywania herbaty. W jaki sposób przechowywane są herbaty w tego typu miejscach – czy w hermetycznych pojemnikach? Czy herbata przywożona jest tu bezpośrednio z poszczególnych plantacji? Czy jest szczelnie paczkowana zaraz po przetworzeniu, czy też wysyłana w świat w workach? W jaki sposób sprzedawana jest klientom? Niestety na tego typu podstawowe pytania brakuje w tekście odpowiedzi, co nie pozwala ocenić prawdziwości przekazywanej informacji, a wręcz rekomendacji.
Przykładem działań ukierunkowanych na maksymalną ochronę świeżości herbaty jest natomiast system stosowany przez markę Dilmah. Herbata zrywana jest ręcznie na zamówienie i bezpośrednio po tradycyjnym przetworzeniu na plantacji trafia do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów fabryki paczkującej hermetycznie liście. To fakty, które w sposób odpowiedzialny pozwalają stwierdzić, że walory świeżości tej herbaty zostały uchwycone w szczytowym dla niej momencie – czego niestety nie da się powiedzieć o wielu innych produktach m.in. tych dostępnych w herbaciarniach.
Herbata czarna vs. zielona
Nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie ze względów historycznych, kulturowych i – nazwijmy to w ten sposób – kulinarnych najpopularniejszym rodzajem herbaty jest herbata czarna. Wbrew powtarzającym się sugestiom publicystycznym – powielanym także w dyskutowanym artykule – herbata czarna po pierwsze jest niezwykle różnorodna, ciekawa i bogata w odmiany (barwa i faktura liści, kolor naparu, aromat i cechy smakowe herbat czarnych różnią się diametralnie w zależności chociażby od wysokości uprawy), po drugie zaś – równie zdrowa jak herbata zielona, co w dzisiejszych czasach jest oczywistością z niewiadomych powodów nie zawsze przyjmowaną do wiadomości przez osoby wypowiadające się na temat herbaty.
Przy okazji trudno zrozumieć, dlaczego herbata posiadającą własną nazwę rodzajową (Pu-erh) określona została w tekście terminem „herbata prawdziwie czarna”? Intuicja językowa podpowiada mi, że kryje się tu groźna sugestia, iż czarna herbata, jaką wszyscy znamy i pijemy, w rzeczywistości nie jest prawdziwa…











Może zielona kojarzy się z ekologią, zdrowym stylem życia, stąd ten trend? A czarna niestety z lurą, herbatą słabej jakości, którą też niestety często się sprzedaje, pije, często wybiera?
Ja czasem będąc w sklepie, mniejszym, większym (ale w markecie łatwiej zaobserwować), spostrzegam, jakie herbaty ludzie wybierają i dlaczego. I przyznam, że za każdym razem, tym „nie za bardzo”, jestem nie tyle zła, co smutna i trochę zawiedziona. Chyba dominuje myślenie, ‘a bo dużo torebek’, przyzwyczajenie, bezrefleksyjność, bo ludzie się śpieszą, herbata to taki nieistotny drobiazg, dodatek, tylko do picia, nie aż, że można mieć z tego przyjemność po prostu. Zamiast jakiegoś słodzonego napoju. No i cena; powinno być dużo i tanio. I razić w oczy bajecznym opakowaniem. I biorąc pod uwagę powyższe, ‘herbata to dużo, dużo mniej, niż jedzenie, bo ono jest najważniejsze’, dokonują takiego, nie innego wyboru, zakupu.
Następnym razem, kiedy zauważę trwającego w zamyśleniu człowieka, uśmiechnę się, pociągnę go za rękaw i wsadzę do ręki Dilmah; powiem to i owo, i jeśli naprawdę chce dostarczyć sobie przyjemności, niech pije. Właśnie owo coś, co trzyma w dłoni :)
Pu-erh jest herbatą „prawdziwie czarną” jeśli chodzi o terminologię chińską. Więcej tutaj: http://morzeherbaty.pl/slownik/
Wszystko zależy od gustu i przyzwyczajeń. Jakość herbat serwowanych w polskich kawiarniach i restauracjach mogę oceniać tylko ze sojego punktu widzenia i jak dla mnie jest niska. W pierwszej kolejności chodzi o świadomość personelu i wynikający z tego sposób podania. W dalszej kolejności jakość herbaty. Kolejna rzecz to wybór. Zaznaczę tutaj, że praktycznie nie piję czarnej herbaty. Główny zarzut mam do dostawców, którzy produkują całą masę zapachowych mieszanek a pomiędzy nie upchną coś nazwyane Senchą a produkowane na Cejlonie. Czasami uda się napotkać Gunpowder i zwykle na tym się kończy. Pytanie skierowane do personelu o rodzaje oferowanch zielonych herbat kończy się zdziwionym spojrzeniem a po chwili odpowiedzią – „no mamy zwykłą zieloną i jaśminową”. Prawdą jest, że nie pijemy torebek ale zawartą w nich herbatę jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że więcej warte jest wymyślne opakowanie niż jego zawartość. W jednej z sieci kawiarni można np nabyć gyokuro w pięknych jedwabnych saszetkach i wszystko było by ok, gdyby smakowała ona jak gyokuro. Ale ten produkt jest po prostu oszustwem i nie przez to, że jest w torebce, ale dlatego, że surowiec jest do bani.
Zgodzę się, że jakość herbaty nie zależy od wielkości liścia, lubię zarówno Taiping Houkui o 7 centymetrowej długości liściach jak i Tamariokucha o mocno pokruszonych. Niestety nie ma ich w sklepach a aromatyzowanych herbat jest zatrzęsienie. Moim zdaniem dodawanie przez producentów skórek owoców i kwiatowych dodatków (nie przeczę, że naturalnych) ma na celu ukrycie słabej jakości produktu albo przypodobanie się klientom za pomocą intensywnego zapachu i kolorów. Dlatego herbatę piję tylko taką, którą sam sobie zaparzę. W kawiarniach piję kawę.
@Suiseki – Tak, niestety to ważny problem – sposób serwowania herbaty w kawiarniach i restauracjach. Masz 100% rację – rzeczywiście smak tego, co pijemy, w dużej mierze zależy od wiedzy i zaangażowania barmana albo kelnera. Bardzo szybko i łatwo nawet wybitną herbatę można popsuć nie do poznania. Myślę, że Ty, jako miłośnik herbat zielonych, wiesz o tym jak nikt inny… Wszystko to jednak naprawdę nie oznacza, że „na mieście” nie ma dobrej herbaty, tylko zbyt często jest ona niedostrzegana albo lekceważona.
A poza tym uważam (pewnie podobnie jak Ty), że każdy powinien pić taką i tak przygotowaną herbatę, jaką lubi najbardziej – bo tu przecież o przyjemność chodzi :)
Na marginesie – o dobrą kawę też nie jest łatwo.
Dlaczego Dilmah nie sieka na kawlki mieszajac je dodatkowo z roznych plantacji np. tej herbaty?
http://www.sklep.dilmah.pl/p/pl/83394-pol/dilmah_ceylon_silver_tips_white_tea_%5B40g%5D_gourmet_leaf_tea.html
Rzadko spotykana biała herbata z cejlońskiego regionu Nuwara Eliya, uprawiana na wysokości ponad 1800 metrów. Delikatne pączki zrywane są ręcznie o świcie, zbierane do jedwabnych woreczków, a następnie ręcznie przetwarzane – dzięki temu zachowują swą subtelność. Pączki suszy się na słońcu i starannie, ręcznie zwija. W ten sposób powstają charakterystyczne srebrne igiełki o aksamitnej fakturze. Otrzymywany z nich napar jest zaskakująco jasny i delikatny, ulotny i niezwykle łagodny. W końcówce wyczuwalny jest charakter wysokich, sezonowych upraw. Piękno zaparzonych pączków przysparza uroku temu unikalnemu naparowi.
Notatki kipera | Liść jest srebrnozielony, biały z ciemnozielonymi brzegami, popielaty z nutą błękitu. Pojedyncze całe pączki oraz puchowo-pierzasta faktura. Po zaparzeniu otrzymujemy całe, nierozwinięte, srebrno-zielono-brązowe pączki. Jest to herbata o złożonym charakterze i z wielością aromatów, dla koneserów. Daje napar w kolorze szampana z bladymi żółtozłotymi przebłyskami i różowym rumieńcem. Urzekający bukiet kwiatowy, obejmujący róże, pestkowca, skórkę śliwki chińskiej oraz gruszkę konserwową. W smaku stopniowo pojawiają się te same aromaty oraz aromat suszonych ziół. Herbata o średniej pełni i mocy oraz bardzo delikatnym efekcie ściągającym. Niezwykle elegancka, godna szacunku herbata, którą należy się delektować.
Kolekcja Dilmah t-Series to hołd dla jakości i różnorodności herbat pochodzących z najlepszych plantacji świata. Każdy znajdzie wśród nich herbatę dla siebie, niezależnie od pory dnia i nastroju. Doskonałe na gorąco, świetne jako herbaty mrożone, rewelacyjne w koktajlach i drinkach. Herbaty relaksujące, orzeźwiające, uspokajające, pełne życia i radości. Herbaty z kolekcji t są wyjątkowe, produkowane często w małych ilościach, trudno dostępne. Każda z nich to jedna z najlepszych herbat świata.
Dlaczego herbaty Dilmah serii -t, sypkie, z okresleniem plantacji pochodzenia, maja tak rozna cene od mieszanek z roznych plantacji, posiekancych, zhomogenizowanych i sprzedawanych w torebkach czy nawet luzem.
Niesmialo mi majaczy, ze moze jednak te produkty maja rozna jakosc…
@Krzysztofsf – na cenę herbaty poza jakością wynikającą ze sposobu przetwarzania liści, składa się np. nakład, w jakim jest produkowana – siłą rzeczy herbata z pojedynczego, niewielkiego „estate” będzie więc droższa od herbat pochodzących z kilku plantacji całego regionu.
Specyfiką przywołanej przez Ciebie herbaty białej Dilmah Silver Tips jest to, że składają się na nią tylko pączki liściowe, których zbiór, naturalny proces schnięcia, selekcja i skomplikowane pakowanie jest niesłychanie kosztowne. Więcej na ten temat znajdziesz tu: http://klub.dilmah.pl/blog/2010/08/17/pek-ho-czyli-biale-wlosy-herbaty/
I jeszcze jedno – komponowanie herbat z różnych plantacji, a nawet położonych w pobliżu regionów upraw nie jest przestępstwem, o ile liście są zbierane w jednym czasie i równie szybko paczkowane w kraju zbiorów. Problem z mieszankami „międzynarodowymi” (blendami) polega na tym, że przewozi się luzem liście i umieszcza w opakowaniach tysiące kilometrów od plantacji. I to nie służy herbacie.
Na cene herbaty poza parametrem „sposob przetwarzania” i „nakład” wplywa jeszcze pochodzenie, tj. konkretne miejsce uprawy i mikroklimat tam panujacy. Sam naklad to rzecz raczej dla snobow, jesli mamy do wyboru wiele herbat z danego rejonu o podobnej jakosci – chyba, ze miejsce uprawy faktycznie malutkie i wyjatkowe jesli chodzi o zwiazane z nim walory herbaty. Np. slynne bodajze obecnie 4-y krzewy Dahongpao.
Tak wiec dopiero majac material wyjsciowy o znanych walorach, decydujemy o sposobie przetwarzania, czesto roznym dla roznych okresow zbiorow i dajacym roznej klasy herbate(np. przecietny jakosciowo 3-i zbior darjeeling).
Sposob przetwarzania jest o tyle drugorzedny, ze herbaty z jednych rejonow roznia sie od w ten sam sposob przetworzonych lisci herbacianych z innych.
Np. mialem do czynienia z herbatami z Yunnan, nasladujacymi charakterystyczne herbaty z innych prowincji i roznice byly znaczace – nie ten mikroklimat, nie ten sklad chemiczny liscia.
Wojciech, z tego co jestem w stanie dostrzec na skanach artykulu, nie pisal o luznych herbatach marketowych – a do nich moga sie odnosic Twoje zarzuty dotyczace mieszania herbat z roznych krajow (widzialem faktycznie na kartonach w markecie nadruk „kraj pochodzenia Chiny, Indie”).
Natomiast samo konfekcjonowanie w torebki znaczaco wplywa na koszt herbaty – stanowi znaczacy % ceny opakowania powodujac, ze kupujemy znacznie gorsza herbate niz luzna w tym samym przedziale cenowym.
Przeliczylem cene herbat serii t sypkiej porownujac z kosztem tych samych herbat w zestawie w torebkach. Wyszlo mi 13,60 zl zamiast 26,90 zl – cena wzrasta dwa razy, mimo, ze do porownania bralem przeciez ceny herbaty sypkiej pakowanej przewaznie w rowniez dosyc drogie pudelka metalowe.
Przy okazji – Chinczycy np. opanowali juz prace ze zgrzewarkami do folii , zwlaszcza, ze jest to najprostsza i najtansza metoda zabezpieczenia herbaty w roznej wielkosci opakowaniach, dedykowanych dla roznych wielkosciowo odbiorcow.
Ależ w żadnym wypadku nie mogę zgodzić się z autorem tegoż artykułu (czyt. dilmah)!!
To czy herbata jest z woreczka/torebki czy liściasta ma ogromne znaczenie!
Dlaczego? Z prostej przyczyny. Herbata potrzebuje miejsca aby się rozwinąć, nawet jeśli jest marnej jakości ekspresową z pyłu herbacianego (bardzo często nikłej jakości, a w gruncie rzeczy zawsze).
Tłumacząc „drobne liście charakteryzują się po prostu większą powierzchnią kontaktu z wrzątkiem, dzięki czemu stopień ich ekstrakcji w takim samym czasie jest większy niż dużych, niełamanych liści OP.” nie wiem czy mam styczność z kompletnym laikiem w sprawach herbaty czy celowym wprowadzaniem w błąd i robieniem ludziom wody z mózgu, aby Ci ślepo wierzyli w to, że dilmah ma najlepsze herbaty. Cóż z tego, że ekstrakcja jest większa skoro kiepski liść, przepraszam nie liść, a pył daje beznadziejny napar??
Herbata torebkowa, czyli ten pył herbaciany jest najniższym gradem, nie znam żadnego szanującego się herbaciarza który dla przyjemności sięgałby po torebkową herbatę, zazwyczaj jeśli słyszy o „dobrej torebkowej herbacie” na jego twarzy pojawia się uśmiech politowania.
W torebkowym pyle nie znajdziemy głębi herbaty który uwypukla się dopiero w dobrych liściastych herbatach które są odpowiednio parzone, a nie traktowane wrzątkiem.
Pył herbaciany i inne pokiereszowane niemiłosiernie liście nie zasługują na miano prawdziwej klasycznej i pysznej herbaty przynoszącej radość z samego kosztowania naparu.
Czy wielkość liścia ma znaczenie? Owszem ma, choć nie tyle jego wielkość co jakość i sposób „obróbki”, oraz jaka to herbata, bardzo często liść połamany wskazuje na to, że herbata będzie kiepska (nie dotyczy herbat japońskich) co po skosztowaniu naparu okazuje się prawdą.
Nie potrafię się nie zgodzić z Wojtkiem Bońkowskim na temat tego, że „Nie da się zrobić dobrej herbaty w torebce….”, bo to sama prawda, a wiem to ze swojego kilkuletniego doświadczenia w sferze herbat wyższej jakości liściastych, a jeśli wziąć pod uwagę dorobek Wojtka w sferze wina oraz herbaty to w ogóle nie powinno się tutaj zabierać głosu.
Preferencje co do wielkości liści kwestią kulturową?? Raczej chodzi o koszta herbaty/pyłu, a jak wiadomo są one niższe niż przy zakupie herbaty w pełni wartościowej o całym liściu. W niektórych krajach jest to właśnie najważniejszą kwestią, a nie preferencje wyboru, bo z całą pewnością jeśli fundusze pozwalałyby tym ludziom kupować droższą herbatę o całym liściu to taką by nabywali.
Tak się składa, że miałem przyjemność przeczytać artykuł Pani Moniki Kuci, nie znalazłem tam zdania które mijałoby sie z rzeczywistością. Artykuł jak najbardziej prawdziwy i ukazujący restauracyjne realia. Nie ma w naszych restauracjach dobrych herbat. Są same beznadziejne produkty herbato-pochodne w torebkach, to smutne lecz prawdziwe.
Uszczypliwości w kierunku Pani Moniki były zbędne i czepianie się szczegółów takich jak „Wielka szkoda, że zwrócono uwagę na ciekawostkę logistyczną (Wiedeń to co najwyżej miejsce przeładunku), a nie na istotne dla charakteru herbaty miejsce jej rzeczywistego pochodzenia, uprawy, przetworzenia, zapakowania.” Chyba dla każdego oczywistym jest, że Wiedeń jest miejscem przeładunku i stamtąd herbata szczelnie zapakowana (zapewne w okolicach miejsca zbioru) trafia do herbaciarni.
Ale rozumiem, że miał być to ze strony Dilmah punkt zaczepki. Bo przecież dilmah najświeższą herbatę posiada…
Herbata czarna równie zdrowa co zielona? Być może, jednak ta pierwsza pita w nadmiarze prowadzić może do zakwaszenia organizmu. Jeśli o zieloną chodzi, to nie ma żadnych przeciwwskazań aby pić jej nawet 5l dziennie. Choć nad wyższością herbaty czarnej nad zieloną czy oolongiem niema sensu, to kwestia gustu.
Jednakże w gąszczu tych nieprawdziwych informacji jakie Pan Paweł tu zaserwował prawdziwym gwoździem do trumny dla niego jest fragment „Przy okazji trudno zrozumieć, dlaczego herbata posiadającą własną nazwę rodzajową (Pu-erh) określona została w tekście terminem „herbata prawdziwie czarna”? Intuicja językowa podpowiada mi, że kryje się tu groźna sugestia, iż czarna herbata, jaką wszyscy znamy i pijemy, w rzeczywistości nie jest prawdziwa…” jakże kierownik ds. zarządzania wiedzą w firmie herbacianej może nie wiedzieć, że w Chinach herbata u nas nazywana czarną jest tak naprawdę herbatą czerwoną, a czerwona to nasza czarna (pu-erh)??? Wstyd Panie Pawle!! Wstyd przed ludźmi i przed przełożonymi! ;)
Proszę się również pogodzić z tym, iż herbaty liściaste (nie torebkowe) są o niebo lepsze niż jakakolwiek torebkowana. Proszę spróbować wyśmienitych herbat od Państwa Woźniaków z Czajografii, wspaniali ludzie z którymi bardzo miło prowadzi się konwersacje, a którzy sprzedają niesamowite herbaty. Proszę sprawdzić Krakowską Czajownie. Proszę sprawdzić herbaciarnię Czarka/eherbatę, a wtedy dopiero zabrać głos nad wyższością herbat torebkowych nad liściastymi…
Pozdrawiam Mateusz…
Dziękuję wszystkim uczestnikom dyskusji. Cieszę się, że zabraliście głos i wyłożyliście swoje racje (i emocje) – na tym przecież polega prawdziwa debata, której na temat herbaty tak bardzo w Polsce potrzeba. Wydaje mi się, że moje zamieszczone w poście argumenty są na tyle szczegółowe (i wyczerpujące w lekturze;), że dodatkowe uwagi byłyby zbędne.
@Mateusz – jak rozumiem pisząc: „jeśli wziąć pod uwagę dorobek Wojtka w sferze wina oraz herbaty to w ogóle nie powinno się tutaj zabierać głosu” nie zamierzasz zabronić nikomu wyrażania swoich poglądów, przytaczania faktów i prowadzenia sporów? Mam nadzieję, bo inaczej istnienie blogów i forów (także poświęconych herbacie, w które sam jesteś przecież zaangażowany) straciłoby sens, prawda? Dzięki za obszerny komentarz – liczę na inspirujące głosy krytyczne także w przyszłości.
Ależ oczywiście, że nie bronię, bo w tym właśnie sens.
Jednakże, nie znoszę kłamstewek i manipulacji, do tego robienia ludziom wody z mózgu.
Co prawda wybór herbaty to rzecz gustu, ale proszę nie wmawiać ludziom, że niema różnicy pomiędzy wspaniałą herbatą liściastą, a herbacianym pyłem. Nie biorę tu pod uwagę herbat wybitnych o jakich wspomina Suiseki, czy też właśnie wspomnianych przeze mnie herbat Japońskich.
W cytowanym przez Ciebie (pozwolę sobie pisać per Ty jeśli to nie problem) fragmencie mojej wypowiedzi chodziło jedynie o to, że nie należy zabierać głosu w kwestii wypowiedzi Wojtka który de facto ma rację.
Jak rozumiem Twoje wypowiedzi opierać muszą się na tym, iż Dilmah ma najlepszą herbatę? Czy to pylistą czy serii T? (Choć podobno seria t jest całkiem niezła, niestety nie miałem okazji spróbować, bo cena odstrasza, w tej cenie wolę coś ze sprawdzonego źródła).
Może jednak odniesiesz się do komentarzy? Sprostujesz jeśli się mylimy?
I jeśli mogę spytać czy korzystałeś kiedyś z oferty np. Czajografii??
Witam Krzysztofie, Mateuszu, Suiseki…no i Pawle.
Stanowczo trzymam stronę Mateusza, który wyraził wszystko to co ja chciałem napisać. Nie ma porównania pomiędzy herbatami liściastymi a herbatami torebkowymi. Jak można szanować te drugą formę herbat skoro na zdecydowanej większości pudełek pisze by zieloną herbatę parzyć wrzątkiem? Jakość tych herbat jest dużo gorsza. Bo gdyby była taka sama jak tych które zwykłem pić(liściaste dobrej jakości), to Chińczycy z racji na proste przyrządzenie też by taką pili. A to w końcu oni są ekspertami od herbaty. Nie chce byś pomyślał że Azjaci nie piją torebkowych herbat, bo pewnie piją. Ale założę się że osoby które miałyby wybór pomiędzy liściastą a torebkową wybrały by te pierwszą.
Co do korzyści zdrowotnych z picia herbat czarnych i zielonych. Herbata czarna pita w większych ilościach szkodzi mocno, bo wypłukuje magnez z organizmu, czego na tak duża skalę w herbacie zielonej nie znajdziemy.
Przytoczyłeś wyżej ceremonie Chado w której używa się herbaty Matcha, która jest wytwarzana z wysokogatunkowej Gyokuro. Matcha jak wiemy jest pyłem, a właściwie pudrem co może nieco nawiązywać do herbat torebkowych. Ale porównywać Matche i herabte firmy Dilmah to jak porównywać wina Chateau do Kadarki produkowanej w Polsce.
Niestety ludzie żyją w błogiej nieświadomości myśląc że piją „dobrą” herbatę. Wszystko jest kwestią gustu, ale jak się im nie uświadomi że jest coś dużo lepszego niż „dobra” herbata to będzie tak dalej…
Pozdrawiam Paweł Osiecki
„Czytając różne obiegowe opinie na ten temat warto zastanowić się, czy to torebkę pijemy, czy umieszczoną wewnątrz herbatę – i pod tym kątem racjonalnie oceniać dany produkt: barwę, aromat i smak naparu.”
hm, nie wiem jak pan, ale ja to posmaczek torebki też czuję (właściwie czułem, bo już nie używam), więc tu też strzał w stopę imho.
Poza tym zawsze myślałem, że „obiegowa opinia” to ta, którą podziela większość a pan to odwrócił na nice, eh erystyka.
pozdr
andrzej bero
@Suiseki:
1. Sztuka dodawania do herbaty aromatów polega na takim ich zbilansowaniu, żeby zawsze wyczuwalna była konkretna herbata. Jeśli czuć przede wszystkim aromat – kompozycja jest nieudana;
2. Konkretne rodzaje herbat nie są synonimami jakości i dobrego smaku;
3. Herbatę uprawia się, przetwarza i sprzedaje dla ludzkiej przyjemności – nie ma niczego złego w fakcie, że producenci starają się „przypodobać” konsumentom – niedobrze, jeśli robią to na skróty i ze szkodą dla sztuki herbaty;
4. Niskiej jakości, zwietrzała herbata nawet jeśli ma kunsztowny wygląd i jest zaparzona w domu przy użyciu wyszukanych akcesoriów – nigdy nie będzie smaczna. Dlatego ważniejsze jest jednak „co”, a nie „jak” i „gdzie” pijemy.
@Krzysztofsf:
5. Wielkość produkcji to skutek, a nie przyczyna wyższej ceny – mikroklimat, jak sama nazwa wskazuje, odnosi się do niewielkich obszarów uprawy dających wyjątkowe terroir;
6. Sposoby przetwarzania mogą być różne (zależą chociażby od wysokości, wilgotności powietrza, temperatury panującej na zewnątrz, rodzaju produkowanej herbaty, doświadczenia miejscowego mistrza itp.) i to stanowi o bogactwie herbat oraz sztuce uprawiających i wytwarzających ją ludzi. Dlatego właśnie nie warto kupować herbat produkowanych nie wiadomo gdzie, metodą CTC (granulatów);
7. Herbaciane blendy i granulaty występują zarówno w formie sypkiej jak i w torebkach – przestrzeganie przez kupowaniem torebek ekspresowych nie ma w tym kontekście sensu;
8. Zapakowanie herbaty do torebki w oczywisty sposób podnosi cenę produkcji paczki herbaty – tym bardziej, że wysokiej jakości papier filtracyjny nie jest łatwo dostępny i tani;
9. Aby zachować walory świeżości herbaty charakteryzującej się dużą higroskopijnością, należy ją szczelnie, hermetycznie zapakować zaraz po zbiorze. To kosztowne rozwiązanie i mające sens tylko wtedy, gdy herbata ta zostanie rozpakowana tuż przed degustacją, a nie przepakowana gdzieś „po drodze”.
@Mateusz:
10. W torebkach tzw. ekspresowych (nie zawsze zawierających ekspresową herbatę CTC) umieszczane są drobniejsze grade’y fannings po pierwsze po to, żeby miały miejsce na pełne rozwinięcie, po drugie, aby dały odpowiednio mocny napar, dla którego nie będzie przeszkodą papier filtracyjny torebki;
11. Wielkość liścia nie ma żadnego wpływu na jakość naparu. Dowód ekonomiczny: bywają herbaty BOP wielokrotnie droższe od herbat OP. Dowód technologiczny: w fabryce z jednego zbioru, jednego wypustu produkcyjnego wytwarzana jest zarówno herbata o liściu dużym, niełamanym, jak też łamanym. Selekcja liści pod względem wielkości jest etapem postprodukcyjnym. Dilmah ma w swoim asortymencie herbaty bardzo zróżnicowane pod względem grade’ów;
12. Różnice w wielkości liścia zmieniają odczuwalną moc naparu, co z łatwością można sprawdzić krusząc w palcach herbatę o dużym liściu i zaparzając jako pył. Z tych samych liści otrzymuje się ciemniejszy, pełniejszy, ostrzejszy i bardziej gorzki napar. Czy ktoś jednak powie, że niższej jakości?;
13. Torebki ekspresowe wymyślone zostały, aby ułatwić zaparzanie herbaty, a nie obniżać jej jakość. Niektórzy producenci (np. Dilmah) tej tradycji hołdują, inni – umieszczają tam granulat. Torebki same w sobie nie są ani dobre, ani złe – wszystko zależy od tego, do jakich faktycznie celów się je wykorzystuje;
14. Klasyczna herbata (ang. traditional tea) to herbata powstała wskutek tradycyjnych metod przetwarzania – bez względu na wielkość liści;
15. Nie ma żadnego istotnego powodu, żeby jakość herbat japońskich mierzyć inną miarą niż np. cejlońskich, chińskich albo indyjskich;
16. Tak jak napisałem – ceny herbat BOP często bywają na światowych giełdach wyższe niż OP, więc siłą rzeczy nieprawdziwe jest twierdzenie, że to herbata dla ubogich;
17. Dilmah rzeczywiście posiada w swoim asortymencie tak świeże herbaty, jak to tylko możliwe – po szczegóły odsyłam do tekstu;
18. O walorach zdrowotnych czarnej i zielonej herbaty pisałem już wielokrotnie na blogu. W swoich sądach na ten temat kieruję się oczywiście autorytetami w zakresie najnowszych badań nad herbatą;
19. W dyskutowanym przeze mnie tekście konsekwentnie używana jest terminologia euroamerykańska nazywania poszczególnych rodzajów herbat. Nie rozumiem nie tylko sensu mieszania dwóch porządków myślenia o herbacie, ale także popularyzowania w krótkim tekście publicystycznym na temat rynku gastronomicznego nieużywanych na co dzień określeń (bez dodatkowych wyjaśnień).
@Paweł:
20. Instrukcja parzenia zamieszczona na opakowaniu nie musi mieć żadnego bezpośredniego związku ani z formą zapakowania liści ani z ich jakością. Warto pamiętać, że zasada parzenia zielonej herbaty przestudzoną wodą nie obowiązuje wszędzie – np. na plantacjach w prowincji Darjeeling wszystkie herbaty – włącznie z białymi – parzone są przez kiperów wrzątkiem;
21. Matcha i Dilmah to nieporównywalne nazwy – pierwsza odnosi się do rodzaju herbaty, druga do marki produkującej różne rodzaje herbat;
22. Kiedy mowa jest o jakiejkolwiek herbacie, zawsze warto zapytać – kto ją robi? gdzie? z czego? w jaki dokładnie sposób? Odpowiedzi na tak postawione pytania pozwalają stwierdzić, czy herbata jest dobra czy nie. Powtórzę – matcha sama w sobie nie jest synonimem jakości;
23. Jak można o tym przeczytać na blogu, moim mistrzem herbaty jest Merrill J. Fernando – założyciel Dilmah, ale przede wszystkim człowiek o ponad sześćdziesięcioletnim doświadczeniu przy stole kiperskim, prawdziwy filozof herbaty. Uważam, że należy się szacunek komuś, kto całe życie poświęcił swojej wielkiej pasji – bez względu na to, czy jego herbatę pijemy czy też nie.
@Andrzej:
24. Współczuję smaku torebki wyczuwalnej w naparze – to charakterystyczne m.in. dla starych, zwietrzałych herbat pakowanych bezpośrednio w tekturowe pudełka, które z czasem przekazują swój nieprzyjemny aromat herbacie. Proponuję w związku z tym wybierać produkty świeższe i lepszej jakości;
25. http://www.sjp.pl/obiegowy;
26. http://www.sjp.pl/erystyka.
@All:
Panowie, zabierając głos na tym blogu, jesteście moimi gośćmi i z tego chociażby względu, jako gospodarz, szanuję Was i Wasze poglądy. Jesteście tu zawsze mile widziani, ale zaproszenie to nie rozkaz – jeśli źle się tu czujecie i z jakichś względów nie lubicie gospodarza tego miejsca, nie tolerujecie jego poglądów, a nawet nie macie ochoty ich wysłuchać, to zrozumiem, jeśli więcej już z mojego zaproszenia nie skorzystacie. Gdyby tak się stało, już dziś życzę Wam wiele przyjemności z tysięcy filiżanek herbaty, które ciągle jeszcze przed Wami :)
Akceptuję to, że niektórzy konsumenci preferują herbaty aromatyzowane, kwestia gustu. Odpowiednie zbilansowanie, tak żeby nie zagłuszyć herbaty wymaga z pewnością wiedzy i doświadczenia. Nie akceptuję jednak sytuacji, która ma u nas miejsce, to znaczy proporcje w jakich obecne są na rynku herabty aromatyzowane i czyste. W Azji aromatyzowane to margines a czystych są setki rodzajów, u nas odwrotnie. W handlu najczęściej przytacza się stwierdzenie, że to popyt kreuje podaż. Nie jest to do końca prawdą. To producenci generują potrzeby. Żaden człowiek jeszcze 20 lat temu nie powiedziałby, że chce smartfona, taka potrzeba została wygenerowana. Tak samo jest z herbatą, gusta Polaków zostały ukształtowane przez to, co jest dostępne na rynku. Przeciętny kupujący nie pragnie zielonych herbat, gdyż te które zna są okropne.
Tu nie chodzi o to, czy przytoczenie danej nazwy od razu świadczy o tym, że to wspaniała herbata. To pewien wzorzec. Kupując Long Jing wiem mniej więcej czego się spodziewać, a jeśli na etykiecie jest po prostu napis, zielona herbata chińska, to może tam być wszystko. Wiadomo, że w danym rodzaju mamy różnego podpodziały, w zależności od daty zbioru i jakości surowca, różniące się ceną nawet o kilkaset procent. Sedno w tym, żeby na etykiecie prodkutu była dokładna informacja co to jest. Dopóki nie dokonam zakupu i nie zaparzę i tak nie będę wiedział czy to, co kupiłem mi odpowiada. Na podstawie jakości wyrobię sobie zaufanie do dostawcy i będę mógł powiedzieć „Sencha dostarczana przez firmę X smakuje tak jak sobie wyobrażam, że Sencha powinna smakować”.
Tak na marginesie, nie mam pretensji do firmy Dilmah. Wiem, że to herbaty produkowane na Cejlonie, skierowane do konkretnego grona odbiorców i w tej kategorii na prawdę są godne uwagi. Nie kupuję ich do domu, ale w różnych lokalach zdarza mi się zamówić. Mam generalnie zastrzeżenia do ogólnej oferty wszystkich producentów, do tego co jest dostępne na rynku i kształtuje gusta przeciętnego konsumenta.
Dla mnie matcha jest synonimem jakości. Zdarzają się wyjątki od wszystkiego, ale np Matcha z Kyoto, Uji to zawsze Matcha dobra. Tak samo dla mnie Dilmah to synonim złej jakości. Jestem wręcz przekonany że zrozumiales moje porównanie. W domu jak wrócę z pracy odniose się do reszty Twoje odpowiedzi.
Niestety, podziebilem sie, a chcialbym odniesc sie z pewna starannoscia do odpowiedzi na moj post.
Wpisze sie za dzien-dwa.
Pozdrawiam
10. Proszę wskazać mi taką herbatę chociażby Dilmah. Posiadam w domu zarówno aromatyzowaną dilmah, jak i bez dodatków oraz do tego gunpowder (swoją drogą najgorszy gunpowder jaki piłem… myślałem, że nada się chociażby do „popijania kanapki”, nic z tego…). Torebkowa aromatyzowana dilmah truskawkowa posiada sam kruszec/pył ( w smaku rzeczywiście niezłe zbilansowanie). Bez dodatków tak samo. Głebia smaku?? Pierwsze słyszę…
11. Proszę czytać ze zrozumieniem. Nie chodzi o tyle o samą wielkość liścia o ile o to czy został celowo poruszony, czy jest tzw. odpadem produkcyjnym.
12. Robiłem kiedyś testy z kruszeniem herbaty i parzeniem mniejszej ilości, ale herbata wtedy (przynajmniej dla mnie) jest troszkę gorsza, zbyt garbnikowa, a nie o to w tym chodzi.
13. Racja, w celu ułatwienia zaparzania herbaty, ale cwani przedsiębiorcy wykorzystali ten fakt, aby upchać tam byle co, w końcu i tak ktoś pije taką herbatę w pośpiechu i nie obchodzi go zbytnio smak jak i to jakiej jakości jest herbata. Nie spotkałem się również z granulatem w torebkach, to już chyba mała przesada. Torebki są dobre o ile są to torebki jedwabne, często posiadają dużo więcej miejsca w środku które wykorzystuje susz herbaciany. Widać co w nich jest, a więc wiemy co pijemy, widziałem nawet oolongi w takich torebkach.
15. Doprawdy? A czy miałeś z takimi herbatami do czynienia?? (w większej ilości, a nie raz czy dwa)
16. Tak się dzieje raz na paręset… Więc raczej dla uboższych.
19. Ale jednak był to element który sprawił iż uznałeś to za błąd w tekście z Food Service, kiedy jest to jak najbardziej prawidłowe określenie gdyż tak nazywają te herbaty ludzie którzy są ich „stwórcami”. Jeśli dobrze pamiętam, to Pani Monika napisała o co tu chodzi, dlatego uważam, iż wytknięcie przez Ciebie tego „błędu” było po prostu skutkiem Twej niewiedzy (ludzka rzecz).
20. Parzy się wrzątkiem aby porównać herbaty zaparzone w dokładnie ten sam sposób, bez zbędnych ceregieli. Tak parzy się wszelkie herbaty tego samego rodzaju pochodzące np. z różnych upraw aby nie było jakiś odchyleń podczas degustacji. Tak przynajmniej obiło mi się o uszy.
21. Jakby jasne i nie o to koledze chodziło ;) .
22. Ależ oczywiście! Piłem Matche tak szpetną jak herbaty firmy sir roger. Sama nazwa nie jest sama w sobie wyznacznikiem jakości.
23. Szacunek należy się Panu Merrill J. Fernando, jednakże nie uważam tego Pana za wybitnego w tejże sferze.
Drogi Pawle nie chodzi tu w żadnym wypadku o lubienie kogokolwiek, bo wirtualnie ciężko mówić o czymś takim. Rozchodzi się przede wszystkim o mówienie prawdy. Nie okłamywanie konsumentów, wmawiając im, że coś jest najlepsze jeśli takie nie jest. Jak już pisałem Dilmah w porównaniu do liptona posiada o wiele lepsze herbaty, zarówno bez dodatków jak i te aromatyzowane. Zdarzyło mi się nie jeden raz pić herbatę Dilmah, ale niczym mnie nie zaskoczyła, ot zwykła popijaczka. Ale do delektowania się naparem? Nie spotkałem się z taką Dilmah nigdy… Może to pech? Może kiedyś będę miał okazję skosztowania herbat z serii T, wtedy dam znać na blogu jak moje wrażenia.
I jeszcze w odniesieniu do samej Dilmah to tak jak napisał Suiseki, są to herbaty skierowane do konkretnego odbiorcy i chyba tego należy się trzymać i nie podnosić ich rangi do herbat wybitnych.
Rozumiem też potrzebę/przymus zachwalania herbat firmy dla której się pracuje, ale nie należy przesadzać, a wtedy uniknie się takich czy innych sytuacji.
Niemniej Pozdrawiam Serdecznie
Panie Pawle,
Chybiałbym się odnieść do części pańskiego tekstu Herbata czarna vs. zielona oraz do komentarza
nr 18.”O walorach zdrowotnych czarnej i zielonej herbaty pisałem już wielokrotnie na blogu. W swoich sądach na ten temat kieruję się oczywiście autorytetami w zakresie najnowszych badań nad herbatą”
W w dwóch artykułach na swoich blogów oraz w komentarzu powołuje się Pan na badania Polskich naukowców nazywając je najnowszymi odkryciami.
Obawiam się jednak, że nie zdaje sobie Pan sprawy, że temat zdrowotnych czarnych herbat, które miały posiadać równie dobre właściwości jak zielone pojawia się w literaturze światowej np. The Journal of Nutrition 2001/2002 czyli dużo wcześniej.
Więc jak widać problem bynajmniej nie jest nowy. Wyżej wymieniona teza została w ciągu ostatniej dekady w dużej mierze obalona.
W większości środowisk naukowych(prócz niektórych amerykańskich) uznaje się, że herbata czarna jak i inne przeciwdziała np. zawałom ale do szerszego wachlarzu wartości zdrowotnych można przypisać tylko herbacie zielonej i pominiętej tutaj białej.
Niejasności były spowodowane ilościami substancji zawartych w różnych typach herbaty.
Theaflaviny (TF) występujące w największej ilości w czarnej herbacie a zwłaszcza theaflavin-3,3-digallate (TF3) to bardzo silne antyoksydanty ale występują w znacznie mniejszym stężeniu, w liściach czarnej herbaty niż katechiny((EGCG, ecg itd.) w zielonej.
Głównie stąd brały się rozbieżności przy podobnych stężeniach, które są uzyskiwane w komparatywnych badaniach laboratoryjnych mają praktycznie te same efekty.
Dzięki dzisiejszym badaniom wiemy, że dobrze jest pić wszystkie rodzaje herbaty ale nadal można rozróżnić te skuteczniejsze.
Dzisiaj rano chcialbym tylko dodac uwage, ktora uwazam jest niezbedna do nadania sensu calej dyskusji.
Mianowicie autor bloga i kontrowersyjnego dla odpisujacych komentarza, powinien jednoznacznie okreslac sie, ze jego wypowiedzi dotycza glownie herbaty nazywanej w europie czarna, i to w wersji cejlonskiej, gora rowniez indyjskiej.
Ogolne prawdy herbaciane wpisywane na tym blogu, bez powyzszego podkreslenia sa w wiekszosci kompletnie nietrafione przy przenoszeniu ich na inne herbaty, zarowno jesli chodzi o „czarne” w pelni fermentowane, czy tez utlenione, jak i na zielone, oolongi, biale czy zolte.
Pozdrowienia znad 6-ej filizanki parzonego gongfu i wciaz pelnego smaku i aromatu ripe 2006 Yunnan Tribute Tea z Luming Tea Factory
Tak właśnie mi się przypomniało że na samych początkach mojej histori herbacianej piłem kilka razy herbatę firmy Dilmah. Smakowały mi, nie da się ukryć. Ale gdy z czasem zacząłem pić herbatę prawdziwą(pozwolę sobie tak to nazwać, bez żadnych chęci obrazy), uznałem że jednak herbata Dilmah jest daleka od ideału. Dzięki temu przypomnieniu pojawiła mi się myśl, jak możemy w ogóle porównywać herbaty które my pijemy do herbat które Ty pijesz Pawle. Są one skierowane wg mnie do prawie zupełnie innej grupy odbiorców. Jest ona skierowana do osób które herbatę popijają a nie do osób które herbatę piją szukając w niej głębi, większego sensu itp. Rozumiem że nazywanie produktów Dilmah, produktami najwyższej jakości jest tylko strategia marketingową, która wg mnie jest wycelowana po części w zła grupę odbiorców, która w znacznej części te próbę zignoruje. Firma powinna bardziej się skupić na pozyskiwaniu odbiorców nie obeznanych w temacie. To tyle na temat z mojej strony:) Pozdrawiam, Paweł.
@Paweł:
27. Poza pochodzeniem herbaty (Uji, Kioto), liczy się także to, kto konkretnie ją zbiera i produkuje;
28. Jakość to nie kwestia przekonań, ale faktów – ja swoje argumenty przemawiające za jakością herbat Dilmah przedstawiałem wielokrotnie. Czy mogę liczyć na kontrargumenty?
29. Prawdziwa herbata to produkt pochodzący z rośliny o nazwie Camelia sinensis (assamica);
@Mateusz:
30. Wszystkie herbaty Dilmah są herbatami produkowanymi klasycznymi metodami – taka informacja znajduje się na opakowaniach;
31. Przy produkcji herbaty nie powstają odpady produkcyjne w powszechnym tego słowa rozumieniu – wszystko, co trafia do fabryki na plantacji jest częścią herbacianego krzewu. Grade’y (bardzo precyzyjnie opisane pod kątem wielkości i właściwości) nie powstają w sposób przypadkowy;
32. Wielkość liścia nie powinna wpływać na ilość odmierzonej do zaparzenia herbaty. Mocniejszy, garbnikowy smak charakteryzuje drobniejsze grade’y, o czym już pisałem;
33. Herbata granulowana (CTC) jest powszechnie niestety umieszczana w torebkach, często także sprzedawana w formie sypkiej przez wielu producentów. Dilmah w ogóle takich herbat nie produkuje;
34. Porównując Dilmah do jakichkolwiek innych marek, także tych nazywanych herbaciarniami, warto wziąć pod uwagę, że stawiamy obok siebie producenta herbaty oraz jej sprzedawców, pakowaczy, właścicieli tzw. brandów. Nie bardzo wiem, co mogłoby stanowić płaszczyznę takich porównań przy założeniu, że o indywidualnych gustach smakowych się nie dyskutuje;
@Rafał:
35. Uważam, że publikowanie abstrakcyjnych dla czytelników list niedostępnych powszechnie źródeł fachowych nie zawsze ma rzeczywistą wartość informacyjną. Ponadto mam wiele szacunku dla dokonań polskich naukowców i właśnie doceniając ich wysiłki, spośród wielu innych nazwisk wolę powoływać się na nich. Na życzenie sięgam jednak po kilka tylko publikacji referencyjnych dobranych pod kątem daty wydania oraz (jeśli to naprawdę ma znaczenie w dzisiejszej nauce) narodowości autorów. Liczę jednocześnie, że Pan także podzieli się swoimi źródłami, których naprawdę jestem bardzo ciekaw.
Warden, Smith, Beecher, Balentine, Clevidence, Catechins are bioavailable in men and women drinking black tea throughout the day, Journal of Nutrition 2001; Weisburger, Tea antioxidants and health, 1997; Leung, Su, Chen, Zhang, Huang, Theaflavins in black tea and catechins in green tea are equally effective antioxidants, Journal of Nutrition 2001; Clark, Grant, Sarr, Belakere, Swaggerty, Phillips, Woode, In vitro study of theaflavins extracted from black tea to neutralized bovine rotavirus and bovine coronavirus infections, Veterinary Microbiology, 1998; Modder, Amarakoon, Tea and health, 2002; Balentine, The role of tea flavonoids in cardiovascular health, (Shizuoka) 2001; Vinson, Wu, Teufel, Zhang, Beneficial effects of green and black tea on animal models of atherosclerosis and diabetes, 2001; Catterall, Copeland, Clifford, Ionnides, Contribution of theaflavins to the antimutagenecity of black tea: their mechanism of action, 1998; Gomes, Vedasiromoni, Das, Sharma, Ganguly, Anti-hyperglycemic effect of black tea in rat, Journal of Ethnopharmacology 1995; Gupta, Chaudhri, Ganguly, Giri, Anticlastogenic effects of black tea and its two polyphenols theaflavins and thearubigins in vivo in Swiss albino mice, Life Science 2001; Hodgson, Puddey, Mori, Burke, Baker, Beilin, Effects of regular ingestion of black tea on homeostasis and cell adhesion molecules in humans. European journal of clinical nutrition, 2001; Ludovici, Casalini, De Filippo, Copeland, Xu, Clifford, Dolara, Inhibition of 1,2-dimethylhydrazine-induced oxidative DNA damage in rat colon mucosa by black tea complex polyphenols, Food and science toxicology 2000; Nomura, Ma, Huang, Yang, Bowden, Miyamoto, Dong, Inhibition of ultraviolet B-induced AP-1 activation by theaflavins from black tea, Molecular carcinogenesis 2000; Feng, Torri, Uchida, Nakamura, Hara, Osawa, Black tea polyphenols, theaflavins, prevent cellular DNA damage by inhibiting oxidative stress and suppressing cytochrome P4501A1 in cell structures, Journal of agricultural and food chemistry, 2002; Sano, Takahashi, Yoshino, Effects of tea in lipid peroxidation in rat liver and kidney, a comparison of green and black tea feeding, Biological and pharmaceutical bulletin 1995; Simpson, Shaw, Smith, The bio-availability of fluoride from black tea, Journal of Dentistry 2001; Thiagarajan, Chandani, Sundari, Rao, Kulkarni, Balasubramanian, Antioxidant properties of green and black tea, and their potential ability to retard the progression of eye lens cataract, Experimental Eye Research 2001; Touyz, Amsel, Anticariogenic effects of black tea in caries prone-rats, Quintessence International 2001; Amarkoon, Some recent findings on black tea antioxidants in preventing inflammatory or autoimmune diseases, 1997.
Bierzesz wszystko zbyt dosłownie Pawle. Mogę powiedzieć że herbata Dilmah jest pionierem jakości, ale wśród herbat torebkowych. Nie czuje potrzeby porównywania ich do herbat liściastych gdyż to inna grupa odbiorców.
Pawle, to co jest napisane na opakowaniu bardzo często mija się z prawdą, czy to chodzi o herbaty czy o inne produkty (30).
31. Istnieją różne szczepy krzewów herbacianych. Odpady powstają zawsze podczas produkcji, bez względu na to co produkujemy.
32. Z uwagi na połamane liście, zaleca się użycia mniejszej ilości suszu, bądź zalanie nieco chłodniejszą wodą, czy też krótszy czas parzenia, aby herbata była pijalna. Chyba, że ktoś lubi tzw. siekiery.
33. Nie spotkałem się jeszcze z czymś podobnym. Nawet w herbacie Remsey z biedronki czegoś podobnego nie doświadczyłem i śmię twierdzić, że mimo swojej niskiej ceny można by ją porównać, lub ustawić obok Dilmah (podstawowych wersji herbat czarnych tejże firmy).
34. Kompletnie nie wiem o co chodzi…
Rozmowa z Tobą Pawle przypomina mi trochę dyskusję z BOK telewizji N. Tłumaczysz, mówisz o co chodzi, zadasz pytanie, a otrzymujesz w odpowiedzi wyuczone regułki które, ani nie odpowiadają na pytanie, ani nie zadają innego, ot bleblanie dla bleblania… Szkoda, bo można by podyskutować na poziomie. Ale widać nie da się uczynić, bo i tak będziesz obstawać za tym, że dilmah jest najlepsza, gdy w rzeczywistości nie dorównuje nawet w 20% większości herbat sypanych które zakupić można np. na eherbata.pl , czy czajografii.
Żaden z przedstawionych przez nas argumentów do Ciebie nie trafia i nadal upierasz się przy swoich błędnych przekonaniach. Tylko nadal nie wiem czy te błędy wynikają z niewiedzy czy z powodu tego, iż musisz wychwalać dilmah…
Przez to ten blog jeszcze więcej stracił w moich oczach.
I jeszcze jedno.
Czy mógłbyś zdradzić ile płacicie ludziom którzy w Waszym imieniu piszą na forach, że dilmah jest super, ekstra najlepsza?? I to z uporem maniaka i z równie trafnymi argumentami jak Twoje (co daje pewność, że to Wasi pracownicy ;)).
Panie Pawle nie do końca zrozumiał Pan moje intencje.
Nie chodziło mi o deprecjonowanie osiągnięć Polskich naukowców a jedynie pokazanie, że problem nie jest najnowszy bo ma już dobrze ponad dekadę.
Jednak w dużej morze został już rozwiązany
Co do właściwości zdrowotnych herbaty to już mówiłem herbata czarna może osiągnąć podobne właściwości jak zielona tylko wtedy kiedy poziom Theaflavinów osiąga poziom podobny do poziomu koncentracji katechin i to jest główny zarzut. Nawet w przytoczonych prze Pana badaniach często jest to wyszczególnione ja np. Sano, Takahashi, Yoshino, Effects of tea in lipid peroxidation in rat liver and kidney, a comparison of green and black tea feeding, Biological and pharmaceutical bulletin 1995;
Po prostu w przypadku podania tych samych ilości suszu herbata czarna nie jest tak samo skuteczna jak herbata zielona.
Błędy w interpretacji danych biorą się z korzystania z ekstraktów podczas badań laboratoryjnych.
By mieć pełny pogląd na to jak pogląd na korzyści płynące z herbaty trzeba popatrzeć na rozkład substancji w liściu co potwierdza tylko powyższą tezę.
Powołując się na Pańskie badanie Moddera/Amarakoona („Tea and Health” zielona herbata zawiera 34% katechin 0,5% Theaflavinów podczas gdy czarna 9%katechin i2-3% Theaflaviny
.
Nawet licząc całościowy ilość polifenoli bez względu na podział oraz możliwości zielona herbata cechuje się jej większą ilością średnio od 5%% do 23%( w pańskim 5.5%)
Co do literatury na szybko mogę podać na szybko kilka pozycji:
Antioxidant Activity of Black Tea vs. Green Tea
Ki Won Lee and Hyong Joo Lee 2002 The American Society for Nutritional Sciences
Hung S. Yang et al, Antioxidative and anti-carcinogenic activities of tea polyphenols, Archives of Toxicology 83(1): 11-25, 2009
Kevin C. Maki et al, Green Tea Catechin Consumption Enhances Exercise-Induced Abdominal Fat Loss in Overweight and Obese Adults, Journal of Nutrition 139: 264–270, 2009
jun-ichi Suzuki et al, Tea Polyphenols Regulate Key Mediators on Inflammatory Cardiovascular Diseases, Mediators of Inflammation Volume 2009, Article ID 494928
Carmen Cabrera et al, Beneficial Effects of Green Tea—A Review, Journal of the American College of Nutrition, 25(2): 79–99, 2006
Joshua D. Lambert et al, Mechanisms of Cancer Prevention by Tea Constituents, Journal of Nutrition 133: 3262S-3267S, 2003
Department of Agriculture, USDA Database for the Flavonoid Content of Selected Foods, Release 2.1, January 2007
Julia Peterson et al, Major flavonoids in dry tea, Journal of Food Composition and Analysis 18: 487–501, 2005
Amy R. Cameron et al, Black tea polyphenols mimic insulin/insulin-like growth factor-1 signaling to the longevity factor FOXO1a, Aging Cell 7: 69–77, 2008
Chih-Li Lin et al, Theaflavins attenuate hepatic lipid accumulation through activating AMPK in human HepG2 cells, Journal of Lipid Research 48: 2334~2340, 2007
American Society for Nutrition Black and green tea consumption and the risk of coronary artery disease: a meta-analysis 2011
Ze-Mu Wang, Bo Zhou, Yong-Sheng Wang, Qing-Yue Gong,Qi-Ming Wang, Jian-Jun Yan, Wei Gao, and Lian-Sheng Wang
Jeśli oczywiście bierzemy pod uwagę ekstrakty, które zawierają podobne ilości składników to oczywiście możemy założyć, że efekt będzie podobny.
To rozróżnienie potwierdzają studia epidemiologiczne w krajach azjatyckich.
Filiżanka czarnej herbaty czy oolonga jest zdrowa jednak nie tak zdrowa jak zielonej czy białej co jednak nie przeszkadza w jej konsumpcji.
Rafale.
Czy natkna;es sie moze na jakies badania dotyczace pu erh, z rozroznieniem na ripe i raw w roznym wieku badanych herbat w poszczegolnych kategoriach? Ciekaw jestem jak dojrzewanie przeklada sie wzrost ewentualnych korzystnych wlasciwosci.
Intuicyjnie wydaje mi sie, ze mlody, tegoroczny lub gora kilkuletni pu erh , ma glownie wlasciwosci smakowe i aromatyczne, upodabniajace w pewnym stopniu do naturalnie postarzalego shu roznej klasy, natomiast wlasciwosci prozdrowotne zwiekszaja sie jednak stopniowo dopiero po pieciu i wiecej latach lezakowania .
Panie Rafale, dziękuję za naprawdę ciekawy wątek – obiecuję, że sprawdzę, co dam radę, popytam i za jakiś czas napiszę na ten temat. Pozdrawiam.
Zgodnie z obietnicą publikuję odpowiedź – http://klub.dilmah.pl/blog/2012/02/03/o-wyzszosci-bozego-narodzenia-nad-swietami-wielkiej-nocy-albo-odwrotnie…/