O herbacie mongolskiej po czesku ;)
Czesi nie są statystycznie rzecz biorąc nadzwyczajnymi miłośnikami herbaty – pragnienie gaszą raczej piwkiem ;) a herbatą najczęściej leczą się z przeziębień (co nota bene nie jest pozbawione pewnej logiki). Jest jednak co najmniej jeden Czech – Zdeněk Thoma – który tropiąc herbaciane zwyczaje objeździł cały świat i napisał o tym kilka fascynujących książek. Dziś mam dla Was fragment jednej z nich – „Přiběh Čaje” w przekładzie Aleksandra Bukowskiego.
Herbata odgrywa w życiu narodów mongolskich bardzo ważną rolę. Ludzie ci nie potrafią sobie wyobrazić życia bez herbaty. Jest ona dla nich źródłem witaminy C oraz pomaga w trawieniu pożywienia składającego się z tłustych mięs i produktów mlecznych. Odświeża i rozgrzewa. Dzień rozpoczynają i kończą herbatą; wypijają jej niewyobrażalne ilości. Herbata jest dla nich podstawowym, a dzięki przegotowanej wodzie także czystym źródłem płynów. Do jej przygotowania wykorzystują sprasowaną czarną i zieloną herbatę, która w takiej postaci wytrzymuje trudne warunki długiego przechowywania w trakcie niekończących się podróży po dzikich płaskowyżach. […]
Chociaż herbata była przewożona przez karawany także we wcześniejszych czasach, regularny handel wymienny zaczął się dopiero na początku X i XI wieku, kiedy to Chińczycy wymieniali ją z Mongołami za konie i skóry. Trasa chińsko-mongolskich karawan rozpoczynała się w porcie Tianjin, w pobliżu Pekinu. Następnie była przewożona dżonkami po rzece Pej do Tchung-sien, gdzie ładowano ją na wielbłądy, które z kolei przenosiły ją do Kalganu. Tu paczki herbaty pakowano w skóry i wraz z mongolskimi karawanami wielbłądzimi jechały do Urgy (dzisiejszego Ułanbator). W tym też miejscu kończyła się podróż herbaty przeznaczonej na mongolski rynek, jednakże od XVIII wieku wiele karawan herbacianych kierowało się aż do syberyjskiej Kjachty, skąd herbata była rozwożona po całej Rosji. […]
W mongolskim podaniu osobliwej legendy mówi się o tym, jak córka chana, przepiękna Rogmo, wybierała sobie męża wśród wspaniałych chłopców:
„Pierwszy z trzech mistrzów wśród łuczników, których przyprowadziła piękna Rogmo, rano wystrzelił z łuku a strzała wróciła na ziemię dopiero, kiedy trzykrotnie ugotowali herbatę. Strzała drugiego łucznika spadła na ziemię po dwóch herbatach, a strzała trzeciego wylądowała na ziemi już po pierwszej herbacie…”
To, że umiejętności łuczników nie zadziwiły w nadzwyczajny sposób córki chana, nie jest w tym przypadku najważniejsze. Ciekawszy jest sposób określania czasu według długości przygotowywania herbaty. Plemiona koczowników miały zwyczaj określania odcinków czasu przy pomocy pojęć określających czas niezbędny do wykonania prostych czynności. „Nie potrwa to dłużej niż wydojenie owcy” – oznaczało to około dziesięciu minut. Ugotowanie kociołka herbaty równało się mniej więcej godzinie. Przy pomocy herbaty określano także odległości: „Droga trwa siedem herbat; jest to nie dalej niż dwadzieścia herbat”. […]
Metoda przygotowania mongolskiej herbaty mlecznej liczy ponad tysiąc lat. Sięga VII wieku, do czasów dynastii Tang, kiedy Chińczycy pili słoną herbatę z różnymi dodatkami, a plemiona koczowników przejęły od nich tę tradycję. W mongolskich jurtach można nawet dziś zostać poczęstowanym herbatą przygotowaną tak samo jak tysiące lat temu. Sławny rosyjski podróżnik Mikołaj Michajłowicz Przewalski, który mieszkał w Mongolii w drugiej połowie XIX wieku, tak pisał o spotkaniu z mongolską herbatą:
„Mongoł nigdy nie pije czystej zimnej wody, ale zawsze sprasowaną herbatę, która jest uniwersalnym napojem koczowników. Herbatę tę Mongołowie dostają od Chińczyków i tak się do niej przyzwyczaili, że nie mogą bez niej wytrzymać. Od rana do wieczora w każdej jurcie stoi na ogniu kociołek z herbatą, którą bez przerwy piją wszyscy członkowie rodziny, witając nią także każdego gościa. Mongołowie zazwyczaj korzystają ze słonej wody, a jeżeli jej nie mają, dodają do czystej przegotowanej wody sól. Następnie kruszą lub przy pomocy noża rozdrabniają sprasowaną herbatę, której garść wrzucają do wrzątku i dodają kilka filiżanek mleka. Aby napój był bardziej pożywny, Mongołowie dodają do herbaty suche, prażone proso a dla smaku masło lub owczy łój. Należy podkreślić, że filiżanki, z których koczownicy piją herbatę, są własnością każdego z nich. Filiżanki są chlubą tego narodu; bogacze mają chińskie naczynia z czystego srebra, lamowie wykonują je czasami z ludzkich czaszek, które rozcinają na pół i osadzają w srebrze.”









