Orzełek czy reszka…

Paweł Dudziak | 11 sierpnia 2011

Dlaczego na temat herbaty tak chętnie i bez żadnych skrupułów pisze się tyle bzdur? – zastanawiam się przeglądając artykuł „Zielone zdrowie” opublikowany ostatnio w magazynie „Żyj zdrowo i aktywnie”. Skąd na przykład wziął się pomysł, że nazwa Thea sinensis odnosi się do zielonej herbaty, skoro jest to archaiczne określenie gatunkowe Camelia sinensis, czyli po prostu każdej herbaty? Albo trochę śmieszna, trochę smutna, a z pewnością bardzo fałszywa informacja o tym, że fermentacja pozbawia liście właściwości zdrowotnych? Jak to możliwe, że autor (nieznany!) artykułu o herbacie zielonej nie odróżnia jej od białej? Nie wie, że pierwszym etapem przetwarzania zielonej herbaty nie jest wcale suszenie, ale wstępne podgrzewanie, a w przypadku Senchy dochodzi jeszcze, tuż przed rolowaniem, do skomplikowanego procesu nasączania listków parą wodną?

Nie jestem nadmiernie złośliwy, dlatego zatrzymam się z tą recenzją na pierwszym fragmencie pierwszego akapitu (ciąg dalszy wcale nie jest lepszy:( – mam nadzieję, że tyle wystarczy, żeby zniechęcić Was do lektury całości;). Zamiast dalej znęcać się nad tekstem, proponuję Wam kilka faktów na temat zdrowotnych walorów czarnej i zielonej herbaty.

***

Zielona i czarna herbata mają podobny skład chemiczny, ponieważ pochodzą z jednej rośliny o nazwie Camellia Sinensis. Różnica pomiędzy nimi powstaje w procesie przetwarzania – w odróżnieniu od zielonej, czarna herbata poddawana jest tzw. fermentacji, przez co dochodzi do utlenienia zawartych w niej polifenoli. Do niedawna uważano, że zielona herbata zawiera najwięcej aktywnych antyutleniaczy i że tylko jej katechiny (czyli nieutlenione polifenole) nadają herbacie zdrowotne właściwości. Wynikało to w dużej mierze z faktu, że pierwszymi badaczami herbaty byli Chińczycy, którzy tradycyjnie pili tylko zielony napar, jemu poświęcając traktaty naukowe, poetyckie i filozoficzne. Badania prowadzone w ostatnich latach dowiodły jednak, że theaflawiny i thearubigininy obecne w czarnych herbatach są równie efektywnymi antyutleniaczami! Oznacza to, że rozwój wolnych rodników jest powstrzymywany zarówno przez zieloną, jak i czarną herbatę.

Szczegółowe badania wprawdzie jeszcze trwają, ale autorzy nowszych publikacji coraz częściej mówią po prostu o zdrowotnym działaniu herbaty, zestawiając ewentualnie skład ilościowy oraz chemiczny obu typów naparów i oceniając ich większą lub mniejszą skuteczność w konkretnych przypadkach.

Oto przykładowa, reprezentatywna dla nowoczesnej nauki o herbacie opinia polskiego eksperta w tej dziedzinie, prof. Reginy Olędzkiej: Badania potwierdzają wpływ podawania zielonej i czarnej herbaty oraz wyciągów wodnych z tych herbat na poziom glukozy i triglicerydów oraz aktywność dysmutazy ponadtlenkowej w surowicy krwi. Herbata zielona obniżyła poziom glukozy o 23,9% a triglicerydów o 33,3%, herbata czarna natomiast odpowiednio o 22,8% i 25%. Choć herbata zielona była bardziej skuteczna niż czarna w obniżeniu w/w parametrów, to herbata czarna okazała się bardziej aktywna jako przeciwutleniacz, powodując wzrost dysmutazy ponadtlenkowej o 117% wobec 91% po stosowaniu herbaty zielonej. Dodajmy za inną badaczką – dr Justyną Ostrowską z Zakładu Chemii Nieorganicznej i Analitycznej w Białymstoku – że wszelkie dyskusje na temat zdrowotnych właściwości herbaty mają sens nie tyle w odniesieniu do rodzaju naparu, ile świeżości liści, które powinny być zapaczkowane szczelnie w miejscu zbiorów.

Mam jeszcze coś dla wzrokowców – wykorzystując dane Moddera/Amarakoona („Tea and Health”) przygotowałem dla Was poglądowy schemat porównawczy zawartości różnego typu polifenoli w herbacie zielonej i czarnej.

A zatem zamiast dzielić włos na czworo i roztrząsać wyższość orzełka nad reszką, lepiej napijmy się herbaty – dla zdrowia, orzeźwienia, przyjemności… czarnej albo zielonej – co kto woli ;).

 

Share

5 odpowiedzi na „“Orzełek czy reszka…””

  1. katarynka pisze:

    Lepiej szukać odpowiedzi w rzetelnych i sprawdzonych źródłach informacji ;) A herbatę piję i zieloną, i białą, i czarną, każda jest wyjątkowa i smaczna :)

  2. Mimika pisze:

    niestety w internecie może pisać każdy tak jak i każdy może z niego korzystać :) ja cieszę się, że jest Wasza strona ;) tu wiem, że mogę przeczytać prawdziwe i sprawdzone informacje :) tak samo i wiem ze Dilmah jest najlepsza herbata na swiecie :) w sumie nie tylko herbatą, ma świetne pomysły na blog na strone internetową nawet aplikacja komiks jest genialna :)) bardzo wszechstronna marka:D

    • Paweł pisze:

      „śpiewać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi…” ;) niestety to prawda i niestety nie dotyczy to tylko publikacji w internecie…

  3. Małgorzata pisze:

    „Dlaczego na temat herbaty tak chętnie i bez żadnych skrupułów pisze się tyle bzdur?”
    Bo to chyba zagadnienie z rodzaju takich, co do których, w powszechnym mniemaniu, wypowiedzieć może się każdy „A herbata to jaka tam wielka filozofia?”
    Chciałam tu podać cytat, bo słowo Rafała Ziemkiewicza jak rąbnie, to ciarki czasem przechodzą, ale za nic nie potrafię znaleźć, więc streszczę :) W temacie, o jakim się pisze, nie warto iść na łatwiznę, sądząc, że czytelnik nie doczyta, nie zorientuje się a autor po przysłowiowych „łebkach” się prześliznął i basta i spokój święty. Otóż, można dostać niezłym obuchem, bo znajdzie się jeden zaznajomiony że strach i wytknie, i publicznie, i będzie łyso. No, ale w kwestii herbaty jest to, wydaje mi się, dużo mniej prawdopodobne, niż w przypadku elementów fabuły, mała szkodliwość czynu ;)
    Aczkolwiek my, członkowie Klubu, pijemy u źródła wiedzy rzetelnej i, zostaliśmy ostrzeżeni ;)

  4. katarynka pisze:

    Zgadzam się :) Mało kto interesuje się herbatą na tyle, żeby dociekać czy podana gdzieś informacja jest prawdziwa, czy też nie ;)

Dodaj komentarz