Herbata z pokrzywami w Lawendowym Domu
Pani Beata mieszka pięknie – ma stylowy Lawendowy Dom w guście francuskim i bardzo zadbany ogród. W gościach wprawdzie trochę nie wypada się rozglądać po kątach, no ale ja jednak lubię zawsze rzucić okiem tu i tam ;) i powiem Wam jedno – żadne pokrzywy tam nie rosną!
Skoro tak, to pozostaje tajemnicą, skąd wzięły się one najpierw „w garnku” gospodyni, a potem na moim talerzu? Może z tej dzikiej działki po sąsiedzku? Grunt, że smakowały wybornie i nie poparzyły naszych podniebień. No cóż – jeśli mistrzostwo sztuki kulinarnej polega m.in. na umiejętności zrobienia czegoś pysznego z niczego szczególnego, to czapki z głów przed Beatą Lipov, która niczym Święty Izydor z Sewili włączyła nielubianą i niesłusznie tępioną pokrzywę do swojego podręcznego zielnika.
W Lawendowym Domu nie tylko jednak zajadaliśmy przysmaki, ale też parzyliśmy i siorbaliśmy różne herbaty – białe, zielone i czarne.
Tu gospodyni mnie nie zaskoczyła;) bo okazała się wyjątkowo wrażliwym degustatorem. Nie tylko od pierwszego łyczka i bez podpowiedzi wybadała dymno-korzenny (cynamonowy?) posmak zielonej herbaty cejlońskiej Young Hyson; nie tylko bezbłędnie rozpoznała wszystkie ukryte niuanse smakowe tak trudnych herbat jak białe Silver Tips (ze słodyczą) i Jade Butterfly (z goryczką); ale w dodatku nie skrzywiła się na połączenie białej herbaty z serem brie, ani nawet waniliowej z cheddarem…
Sporo herbaty wypiliśmy, niejedną przekąskę przegryźliśmy, kilka ryzykownych smaków zderzyliśmy ze sobą i… żadnej katastrofy. Ani jednej przykrości. Wszystko pyszne, docenione, przełknięte z uśmiechem. Jak to możliwe? Zdradzę Wam tajemnicę: w gościnnych progach, w towarzystwie otwartych na nowości, pełnych pomysłów ludzi, wśród pięknych okoliczności przyrody o apetyt i dobry smak nie jest trudno. Sprawdźcie sami i zajrzyjcie dziś do Lawendowego Domu – myślę, że Beata Lipov nie poskąpi Wam przepisu na placek z pyszną pokrzywą ;).










