Gość bloga: prof. Regina Olędzka
Jedna z moich znajomych przysłała do mnie ostatnio taką wiadomość: Zlituj się i napisz coś o odchudzających właściwościach herbaty. Daj ludziom trochę nadziei na wiosnę – wszyscy tu i tam o tym szepczą, a na twoim blogu nic.
Herbata rzeczywiście jest napojem cudownym – smakuje pysznie, a do tego jest bardzo zdrowa. Motywuje komórki do ruchu, dodaje wigoru i uaktywnia nasz zapał do działania – a wszystko dzięki niezwykłej współpracy kofeiny, polifenoli i l-theaniny. Poza tym wspomaga naszą przemianę materii, sama nie obciążając nas żadnym bagażem (zero kalorii!).
Tak, herbata może pomóc mojej znajomej i w ogóle wszystkim miłośnikom herbaty w odchudzaniu, chociaż, jak słusznie zauważa nasz dzisiejszy gość – prof. dr hab. Regina Olędzka z Zakładu Bromatologii Akademii Medycznej w Warszawie – wbrew powszechnie panującej opinii nie ma właściwości odchudzających. Nie jest więc lekiem na nadwagę.
Zamiast w cuda, warto wierzyć w siebie i samemu zadbać o siebie na wiosnę np. zastępując przesłodzone napoje dobrą, świeżą herbatą. I nie warto dawać się nabierać ani tym, którzy w przypływie dobrej woli tworzą herbaciane koszałki-opałki, ani tym, którzy ze zdecydowanie mniej szlachetnych pobudek próbują sprzedać nam „fit-herbatki-funkcjonalne” o często podejrzanym składzie…
A o tym, dlaczego warto pić prawdziwą, naturalną herbatę, opowie zapowiedziany gość. Pani Profesor odwiedziła nasz Klub Miłośników Dobrej Herbaty w październiku 2002 roku.
W naparze herbaty znajduje się szereg substancji, wykazujących aktywność biologiczną. Działanie pobudzające i orzeźwiające herbata zawdzięcza kofeinie, która powoduje zwiększenie zdolności do pracy umysłowej i fizycznej, zmniejszając jednocześnie poczucie senności, znużenia, wyczerpania psychicznego i fizycznego. Ponadto ułatwia ona proces uczenia się i polepsza zdolność kojarzenia, a także oddziałuje na funkcje przewodu pokarmowego, regulując perystaltykę, niekiedy działając nawet przeciwbólowo.
Innym składnikiem o dużym terapeutycznym działaniu są polifenole, nadające herbacie cierpki smak, a mające znaczenie antybakteryjne i antywirusowe. Udowodniono to już w latach czterdziestych w odniesieniu do wirusa grypy, opryszczki i innych rodzajów chorób wywoływanych przez wirusy. Dostępne są np. informacje o działaniu katechin, hamujących rozwój bakterii Helicobacter pylorii odpowiadającej m.in. za chorobę wrzodową żołądka i dwunastnicy. W Rosji, a także w Chinach i Japonii herbata zielona stosowana bywa również do zahamowania biegunek i innych schorzeń przewodu pokarmowego spowodowanych rozwojem niekorzystnej flory bakteryjnej.
Herbacie przypisuje się działanie ochronne w powstawaniu próchnicy – m.in. dzięki wysokiej zawartości polifenoli i fluorków. Liście herbaty mają zdolność ich kumulowania w ilości do 10 mg / 100 g suszu. Napój herbaciany zawiera od 1 do 6 mg fluoru na litr naparu. Warto dla porównania podać, że zawartość fluoru w rybach morskich wynosi zaledwie 0,01 – 0,17 mg /100 g, a w owocach 0,02 – 0,08 mg / 100 g.
Prowadzone w Ameryce i Chinach badania wykazały u osób pijących regularnie herbatę obniżenie zapadalności na próchnicę od 50 do 70%, co skrupulatnie wykorzystali np. japońscy producenci leczniczych, herbacianych past do zębów.
Ostatnie lata dostarczyły wielu ciekawych danych o profilaktycznym działaniu herbaty. Liczne badania epidemiologiczne wykazały na przykład, że w rejonach świata, w których pije się dużo herbaty, znacznie rzadziej występują choroby cywilizacyjne – choroba niedokrwienna serca, miażdżyca i niektóre choroby nowotworowe. Prof. Weisburger z Amerykańskiej Fundacji Zdrowia twierdzi, że „u człowieka zdrowego substancje chemiczne występujące w herbacie pomagają zapobiegać występowaniu udarów mózgu, zawałów serca i niektórych nowotworów, a także – o czym już wspomniałam – próchnicy zębów. To działanie przypisuje się głównie flawonoidom, będącym związkami polifenolowymi, a więc kwasom fenolowym, proantocyjanom i katechinom. Substancje te charakteryzują się znaczną aktywnością antyoksydacyjną”.
Do głównych właściwości polifenoli herbaty czarnej i zielonej należy zaliczyć:
1. uszczelnianie naczyń krwionośnych dzięki aktywności witaminy P;
2. działanie przeciwutleniające, dzięki któremu hamowane jest tworzenie się wolnych rodników. Związki przeciwutleniające wstrzymują też peroksydację tłuszczów;
3. właściwości bakteriobójcze.
A teraz, kiedy już wiemy, jak łaskawa dla naszego organizmu jest herbata, proponuję zaparzyć sobie „ulubioną filiżankę” i nie myśląc już dłużej o tych wszystkich uczonych, naukowych sprawach, po prostu oddać się przyjemności chwili :). Bo przecież herbata to koniec-końców nie przymusowy syrop…












Moja babcia od zawsze mi wpajała, że herbata jest zdrowa i należy ją pić i skutecznie zastepowała nią kolorowe, gazowane napoje które uwielbiałam w dzieciństwie. Teraz już wiem, że herbata jest dobra na wszystko i sama wolę wybrać aromatyczny napar niż sztuczne napoje.
Tak, babcie są mądre… no i fajne ;)
A co z herbatą czerwoną? To właśnie ją posądza się o właściwości odchudzające i ja też sprawdziłam i owszem :)
Małgorzata, napisz, co dokładnie piłaś – ulunga, pu-ercha, czy może rooibosa? Dopytuję, bo określenie „czerwona” herbata kryje w sobie wiele niewiadomych ;) A przy okazji – założę się, że pijąc herbatę i rozmyślając o sylwetce, zmieniłaś też nieco dietę, a może nawet zadbałaś o formę fizyczną. Mylę się? Czy to naprawdę sama herbata sprawiła cud? ;D
Ha ha. To prawda :) Tak sobie zresztą pomyślałam, czy aby nie współdziałając fizycznie z pu-erhem, wysmuklenie linii zawdzięczam bardziej gimnastyce, niż herbacie. Jednak lubię sobie myśleć, że pomaga :) A jeśli nawet samo tylko przekonanie ma siłę rażenia, to też nienajgorzej :)
Prócz tego wszystkiego, pu-erha lubię za ciepły, ziemisty, brunatny smak podbity popołudniowym słońcem i choćby z tego powodu ma u mnie miejsce :)
Powiem Ci w tajemnicy, że chyba trochę pomaga – tak w każdym razie twierdzą od wieków Chińczycy i chociaż naukowo to nie jest do końca potwierdzone, to ja im wierzę. A ostatnio pojawiły się nawet naukowe rewelacje, że czarna herbata odchudza. Więc jest tu coś na rzeczy – ten napój sprzyja dietom i odchudzaniu (dużo wody + kofeina + 0 kalorii + wspomaga wydalanie toksyn), ale nie można zakładać, że sam w sobie nas odchudzi :) I Twój przypadek zdaje się to potwierdza.