Uwaga! Smok w filiżance!

Paweł Dudziak | 21 września 2010

Niewiele miałem w życiu do czynienia ze smokami. Znam wprawdzie – ale nieosobiście, tylko ze słyszenia! – Smoka Wawelskiego. No i jeszcze znam smoczycę Fionę ze Shreka. Ale ją z kolei tylko z widzenia… Najlepiej ze wszystkich smoków świata znam Ulunga – smoczą herbatę :)

Czy jest na świecie inna herbata, która miałaby tyle i w dodatku tak intrygujących nazw? Wątpię…

Po pierwsze nazywana jest herbatą czerwoną, no i jest z tą nazwą mnóstwo kłopotów, bo niektórzy kojarzą ją raczej z Rooibosem (nie!herbatą) albo z Pu-erchem. Na domiar złego dla Chińczyków, kierujących się barwą naparu, czerwona jest herbata… czarna! I zamieszanie gotowe. Oddajmy jednak ulungowi sprawiedliwość – on najbardziej zasługuje na „czerwone miano” wśród herbat. Barwa ta nie dotyczy oczywiście naparu (zwykle pomarańczowego), ale suchych liści, których obrzeża podczas fermentacji nabierają właśnie czerwonawego odcienia.

Po drugie ulung określany jest jako herbata pół-fermentowana. No i znowu kłopot. Wprawdzie podczas przetwarzania liście poddawane są procesowi utleniania (fermentacji), który „przedwcześnie” przerywany jest wysoką temperaturą, ale! No właśnie: nie zawsze dzieje się to dokładnie w połowie! Np. chiński ulung przechodzi fermentację lekką (od 12 do 15% czasu niezbędnego do całkowitego utlenienia liści) lub średnią (40%), natomiast ten tajwański poddawany jest fermentacji mocnej (od 50 do nawet 70%). Różnica w metodzie przetwarzania listków daje się łatwo odnaleźć w smaku naparów – jednym ulungom bliżej jest do niefermentowanych herbat zielonych, innym do fermentowanych naparów czarnych.

Może powinno się ulunga tytułować raczej herbatą „niedofermentowaną”? Chociaż – przyznajcie – brzmi ta nazwa jakoś niezachęcająco…

Po trzecie Ulung, inaczej Wulung, Oolong, bohéa, bohé, bou, to po prostu „czarny smok“, albo też „smocza herbata“. Podobno w imbryku, w trakcie parzenia, jej liście przemieniają się w… smoki. Ale czy na pewno ta baśniowa nazwa właśnie od fantazyjnych liści pochodzi? Podobno wcale nie! Podobno naprawdę było zupełnie inaczej. Otóż dawno, dawno temu, w XVIII wieku, pewien chiński rolnik uprawiający swoje poletko w prowincji Fujian, doglądał jak zwykle schnącej w słońcu zielonej herbaty. Aż tu nagle, znienacka (jak to w legendach bywa;) pojawił się wielki czarny smok i zionąc ogniem tak wystraszył biednego chłopa, że ten wrócił po swoje  liście dopiero za kilka dni. Oczywiście zdążyły już ściemnieć, ale na szczęście nasz bohater był równie ciekawski, co strachliwy i… zaparzył sobie filiżankę tej „zepsutej” herbaty. Okazała się pyszna. I chociaż wielkim czarnym smokiem był podobno zwyczajny, trochę tylko jadowity wąż, to jednak nowa herbata zyskała potworną nazwę Wu-loong, smocza herbata.

Ulung – smocze liście, smaczny napar (pomarańczowy, a nie czerwony:)

Dlaczego była to „herbata głupców”? Kto ochrzcił ją mianem „małpiej herbaty”, „herbaty dla odważnych”, a nawet „cesarskiej piękności”? Niech to – tymczasem – pozostanie tajemnicą ;) Nie jest natomiast tajemnicą, że ulung jest jedną z najwspanialszych herbat świata. Mam nadzieję, że ewentualne, nie najlepsze, peerelowskie skojarzenia z nią związane wyparują z Waszej pamięci, kiedy opowie Wam o niej Edwin Soon.

Edwin Soon – poznaliście go 9 sierpnia przy okazji herbaty w kieliszkach

Ulunng daje napar o złotym kolorze. Unikalny, niewiarygodnie ponętny i mocny aromat  przywodzi na myśl obraz artysty, malującego jesienny pejzaż na południu Francji. Bardzo oryginalna herbata, z utrzymującym się smakiem prażonej kukurydzy i ryżu. Nieco przypieczonego smaku i goryczki na tylnym podniebieniu, ale bez efektu ściągającego – jest gładka i pełna. Herbata inspirująca, a przy tym pełna powagi, odpowiednia do wszelkich rodzajów kuchni.

To mój ulubiony smok – parzę delikatnie (przestudzona woda) i króciutko (2 minuty)

Share

6 odpowiedzi na „“Uwaga! Smok w filiżance!””

  1. Paweł Dudziak pisze:

    Oj będą, będą relacje Barbaro. Póki co szpiegowałem ;) ale już zabieram się do relacjonowania. Pozdrawiam.

  2. Barbara pisze:

    Czy będzie notka relacjonująca Dni Herbaty? Nie można być niestety we wszystkich miejscach jednocześnie a bardzo bym chciała wiedzieć co się dzieje w innych miastach.

  3. ulung pisze:

    Bardzo mnie cieszy, że spodobał się Panu mój pomysł:) Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejną notkę.

  4. Michał pisze:

    Pewnie wiele osób pamięta jeszcze znany kiedyś bardzo kabaret Tey i niezastąpionego Laskowika. Zaszła mi w pamięć taka wypowiedź, powiązana właśnie z herbata ulung, którą teraz znalazłem z okazji pańskiej notki w internecie i pozwolę sobie zacytować:

    Kto jeszcze dziś pamięta herbatę Ulung…gruzińska, czy jakaś tam inna,
    niby z czarnych herbat, ale taka jakby zielona, w smaku tenteges- dało się wypić,
    ale posmak zostawał w ustach dziwny- nie to co co dzisiejsze rozmaitości herbat zielonych…ti-grinów…niam…
    …..ale wracając do ulunga…

    …. po nocnycnch przemyśleniach i sennych koszmarach
    na temat polskiego rządu i prezydencji w rezydencji,
    tak sobie myślę, że podobny on-ci jest do herbaty Ulung…

    Wydaję mi się, że Pan Laskowik do wybitnych znawców herbaty raczej nie należy;)

  5. Paweł Dudziak pisze:

    Barbaro – gratulacje! Właśnie zostałaś autorką kolejnej intrygującej nazwy herbaty ulung. Kto wie, może „krabowa herbata” się przyjmie ;) Ja w każdym razie tę nazwę kupuję i od dziś będę dołączał do swojej ulungowej listy synonimów. Dzięki i smacznego :)

  6. Barbara pisze:

    Ja tez uwielbam ulunga- ma wyjątkowy smak. Na początku nie byłam do tej wyjatkowości przekonana ale z czasem pokochałam tą delikatną goryczke i teraz często sięgam po ten rodzaj herbaty.
    ps: zdjęcie powyzej skojarzyło mi się nie ze smokiem a z krabem:D

Dodaj komentarz