O wyższości Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Albo odwrotnie…
W komentarzu do jednego z niedawnych postów przeczytałem taką intrygującą uwagę: Panie Pawle, (…) w większości środowisk naukowych (…) uznaje się, że herbata czarna jak i inne przeciwdziała np. zawałom, ale szerszy wachlarz wartości zdrowotnych można przypisać tylko herbacie zielonej i pominiętej tutaj białej. Niejasności były spowodowane ilościami substancji zawartych w różnych typach herbaty. Theaflaviny (TF) występujące w największej ilości w czarnej herbacie a zwłaszcza theaflavin-3,3_-digallate (TF3) to bardzo silne antyoksydanty, ale występują w znacznie mniejszym stężeniu, w liściach czarnej herbaty niż katechiny (EGCG, ECG itd.) w zielonej. Głównie stąd brały się rozbieżności przy podobnych stężeniach, które są uzyskiwane w komparatywnych badaniach laboratoryjnych (…). Dzięki dzisiejszym badaniom wiemy, że dobrze jest pić wszystkie rodzaje herbaty, ale nadal można rozróżnić te skuteczniejsze. (…) Filiżanka czarnej herbaty czy ulunga jest zdrowa, jednak nie tak zdrowa jak zielonej czy białej, co jednak nie przeszkadza w jej konsumpcji. [@Rafał]
Autorowi komentarza jeszcze raz dziękuję za ciekawy wątek, a wszystkim zainteresowanym zdrowotnymi właściwościami herbaty proponuję taki fragment księgi „The story of tea. A cultural history and drinking guide”.
Badania laboratoryjne dotyczące zawartości antyoksydantów w różnego rodzaju herbatach często popadają w sprzeczności. Na przykład naukowcy Instytutu Żywienia Uniwersytetu Kalifornijskiego po przetestowaniu próbek herbat czarnych i zielonych pochodzących z ośmiu różnych krajów upraw otrzymali zdumiewająco rozbieżne dane rejestrujące poziom polifenoli, przy czym różnice te dotyczyły także herbat jednego rodzaju. Ten wynik – być może rozczarowujący dla tych, którzy poszukują twardych i oczywistych odpowiedzi – nie powinien jednak dziwić. Istnieje bardzo wiele czynników związanych z produkcją herbaty powodujących, że jakiekolwiek uogólnione stwierdzenia rozstrzygające na przykład dokładny procentowy skład chemiczny liścia są trudne do sformułowania. […]
Przyjrzyjmy się kilku raportom naukowców badających zawartość polifenoli w herbacie. We wrześniu 2001 roku Journal of Nutrition opublikował wyniki pracy Lai Kwok Leunga […]: „Przytoczone dane wskazują, że picie czarnej i zielonej herbaty przynosi jednakowe rezultaty pod względem ilości dostarczanych do organizmu antyoksydantów.” Zaledwie kilka miesięcy później w tym samym magazynie Li Won Lee zaprezentował inną konkluzję: „Zawartość polifenoli w porcji zaparzonej herbaty zielonej jest znacząco wyższa (463 mg) niż w porcji herbaty czarnej (239 mg)”. Z kolei raport Antioxidants Research Laboratory within the Human Nutrition Research Center on Ageing odnotował zawartość jedynie 235 mg antyoksydantów w filiżance zielonej herbaty. Dalsze badania Uniwersytetu Kalifornijskiego wykazały znaczącą niestabilność zawartości polifenoli w naparze – od 53 do 217 mg w porcji zielonej herbaty oraz 38-164 mg w herbacie czarnej, natomiast Jean Mayer (USDA Human Nutrition Research Center on Ageing) ustalił poziom flawonoidów na 16 i 15,6 % odpowiednio w filiżance zielonej i czarnej herbaty sankcjonując w ten sposób twierdzenie o równorzędności obu typów naparów.
Powyższe sprzeczne opinie naukowe prowadzą do wniosku, którego należało się spodziewać: różne partie zielonej/czarnej herbaty zawierają niekiedy diametralnie różną ilość katechin/theaflavin. Zawartość polifenoli w liściu herbaty jest uzależniona m.in. od kraju uprawy, a nawet od regionu w obrębie jednego kraju, od regionalnych odmian krzewu herbacianego, sezonu zbioru, lokalnych warunków klimatycznych i pogodowych, sposobu zbioru, czy też miejsca listka na krzewie – te najwyższe, najmłodsze są bogatszym źródłem antyoksydantów. W przypadku zielonej herbaty proces przetwarzania zerwanych liści nie wpływa na zawartość polifenoli, ponieważ katechiny nie ulegają oksydacji (utlenianiu, fermentacji), natomiast w czarnej herbacie wiele zależy od staranności przeprowadzenia procesu fermentacji i tego, w jakim procencie zachowane zostaną bardzo aktywne theaflaviny, a w jakim dojdzie do ich naturalnej przemiany w thearubiginy. Nawet jednak zestawiając tylko zielone lub tylko czarne herbaty, ich różnorodne pochodzenie geograficzne oraz sezonowość upraw dają dużą rozbieżność dotyczącą zawartości w tych herbatach polifenoli. Jeśli dodamy do tego inne decydujące kwestie – wielkość liścia, temperaturę wody, czas parzenia, dodatki typu cukier, mleko czy cytryna, to, czy pijemy gorącą czy mrożoną herbatę z lodem, dane dotyczące płci, wieku, narodowości a nawet nawyków żywieniowych badanych osób – to łatwiej zrozumiemy, skąd bierze się niekonkluzywność zaprezentowanych powyżej badań porównawczych i idących w ślad za nimi tez o wyższości jednego typu herbaty nad drugim.
***
Jak widzicie stwierdzenie, która herbata jest zdrowsza – czarna czy zielona – jest w rzeczywistości niemożliwe i prawdę mówiąc… zbędne, o czym już na blogu pisałem. Cieszę się, że autorzy „The Story of Tea” są tego samego zdania:
Powody picia herbaty są od tysiącleci takie same: to napój zmysłowy, dający nam przyjemność, zaspokajający potrzebę smaku, sprawiający, że czujemy pozytywne nastawienie do świata. To napój niemający praktycznie żadnych tzw. właściwości ubocznych, za to pomagający wszystkim „pracującym głową” w zachowaniu trzeźwości i czystości myśli. […] Więc jeśli chodzi o herbatę, traktujcie ją jako środek wzmacniający, a nie lekarstwo, zdrowy suplement diety, a nie remedium. Wykorzystujcie jej fascynującą różnorodność – pijcie każdy rodzaj herbaty, żeby się odprężyć i doświadczyć jednej z najprostszych, najbardziej naturalnych życiowych przyjemności…
A jeśli już naprawdę chcielibyście poszukiwać herbat najzdrowszych wśród zdrowych, to zamiast na kolor (zielony lub czarny) zwróćcie uwagę na to, jak zostały one zebrane (najlepiej ręcznie), jaka część krzewu trafiła do fabryki (najlepiej najświeższe pędy, czyli dwa listki i pączek) i w jaki sposób zostały te listki przetworzone (najlepiej tradycyjnie, a nie metodą CTC). To właśnie z tych względów tak wysoko cenione na rynkach światowych są herbaty cejlońskie.









